Dziennik Gazeta Prawana logo

Czy jesteśmy przygotowani na sytuacje ekstremalne? Ekspertka wyjawiła, o czym musimy pamiętać

– Jako ekspertka wiem, jak ważne jest przygotowanie społeczeństwa na sytuacje kryzysowe. Jako matka wiem, jak bardzo chciałabym, żeby moje dzieci nigdy nie musiały wykorzystywać tej wiedzy. Ale właśnie dlatego powinniśmy je jej uczyć – mówi nam Małgorzata Rejman-Karolewska, prezes Stowarzyszenia Salus Prima, z którą rozmawiamy o tym, co wydarzyło się w sobotę w Krakowie i czy na takie sytuacje możemy się przygotować.

Wciąż trudno się otrząsnąć po tym, co wydarzyło się w sobotę w Krakowie. Sieć pełna jest komentarzy, że przecież takie rzeczy u nas się nie dzieją. Może we Francji, Niemczech czy Stanach Zjednoczonych, ale nie u nas. Czy na takie sytuacje można się w ogóle przygotować?

Małgorzata Rejman-Karolewska, prezes Stowarzyszenia Salus Prima: Oczywiście, że można. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć każdego zagrożenia ani przygotować się na każdy możliwy scenariusz, ale możemy przygotować siebie, naszych bliskich i całe społeczeństwo na właściwe reagowanie. I myślę, że właśnie od zmiany sposobu myślenia powinniśmy zacząć.

Przez wiele lat funkcjonowało w nas przekonanie, że pewne zdarzenia dotyczą innych państw, innych społeczeństw, a u nas są mało prawdopodobne. Przyzwyczailiśmy się do względnego poczucia bezpieczeństwa i często traktujemy sytuacje ekstremalne jako coś odległego, co znamy przede wszystkim z przekazów medialnych. Tymczasem współczesne zagrożenia mają bardzo różny charakter i mogą dotyczyć każdego z nas, niezależnie od miejsca zamieszkania czy wykonywanego zawodu.

W sytuacji ekstremalnej człowiek nie zawsze działa racjonalnie. Pojawia się stres, dezorientacja, ograniczona zdolność analizowania informacji, a czasami wręcz paraliż decyzyjny. To naturalne reakcje organizmu. Nie możemy oczekiwać, że osoba, która nigdy wcześniej nie zastanawiała się nad sposobem reagowania na zagrożenie, nagle podejmie wszystkie decyzje prawidłowo. Dlatego tak istotne jest wcześniejsze wypracowanie określonych nawyków.

Powinniśmy wiedzieć, jak rozpoznać zagrożenie, gdzie szukać dróg ewakuacji, jak znaleźć bezpieczne schronienie, jak powiadomić służby i jak udzielić pierwszej pomocy. Warto również znać podstawowe zasady przygotowania na sytuacje kryzysowe w domu: wiedzieć, gdzie znajdują się dokumenty, leki, latarka, radio czy podstawowe zapasy. To nie są działania zarezerwowane dla osób zajmujących się bezpieczeństwem zawodowo. To element odpowiedzialnego przygotowania każdego gospodarstwa domowego.

Chciałabym mocno podkreślić jeszcze jedną kwestię: samo przekazanie wiedzy nie wystarczy. Musimy ćwiczyć. Inaczej zachowuje się człowiek, który przeczytał instrukcję, a inaczej ten, który wcześniej przećwiczył określone działania. Dlatego jestem zwolenniczką szkoleń praktycznych, pracy na scenariuszach i symulacjach sytuacyjnych. Uczestnik powinien mieć możliwość samodzielnego podjęcia decyzji, popełnienia błędu, wyciągnięcia wniosków i ponownego przećwiczenia zadania.

Nie przygotowujemy się po to, żeby przewidzieć przyszłość. Przygotowujemy się po to, żeby w sytuacji zagrożenia nie zaczynać myślenia od zera.

Jak się zachować, jeśli widzimy, że „coś się dzieje”, że wokół nas jest mnóstwo panikujących i uciekających ludzi?

Przede wszystkim nie możemy bezrefleksyjnie podążać za tłumem. Zachowanie innych ludzi powinno być dla nas sygnałem ostrzegawczym, ale jednocześnie powinniśmy próbować ocenić sytuację i zidentyfikować potencjalne źródło zagrożenia. Nie zawsze osoba uciekająca przed nami wie, co się wydarzyło. Czasami reaguje na krzyk, huk lub zachowanie kolejnych osób, które również nie mają pełnej wiedzy.

W przypadku strzelaniny lub ataku z użyciem broni podstawowa zasada jest prosta: jeżeli mamy bezpieczną drogę oddalenia się od zagrożenia, powinniśmy z niej skorzystać. Nie zatrzymujemy się po rzeczy osobiste, nie wracamy po pozostawione przedmioty, nie próbujemy nagrywać zdarzenia. Nie podejmujemy też niepotrzebnego ryzyka, próbując za wszelką cenę odnaleźć znajomych, jeżeli oznaczałoby to powrót w strefę zagrożenia.

Jeżeli ucieczka nie jest możliwa albo prowadziłaby w kierunku zagrożenia, szukamy miejsca, w którym możemy się ukryć. W miarę możliwości wybieramy pomieszczenie, które można zamknąć i zabezpieczyć przed dostępem napastnika. Odsuwamy się od okien i drzwi, wyciszamy telefon, również w zakresie wibracji, ograniczamy hałas i nie ujawniamy swojej obecności.

Należy również pamiętać, że w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia, kiedy nie ma możliwości bezpiecznej ucieczki ani skutecznego ukrycia się, człowiek może zostać zmuszony do podjęcia działań w obronie własnej. Nie jest to jednak scenariusz, do którego powinniśmy zachęcać ani który należy traktować jako standardowy sposób reagowania. Podstawowym celem pozostaje ochrona życia i unikanie bezpośredniej konfrontacji.

Kiedy znajdziemy się w bezpiecznym miejscu, powiadamiamy służby pod numerem 112. Przekazujemy informacje o lokalizacji, rodzaju zagrożenia, liczbie poszkodowanych, jeśli ją znamy, oraz innych istotnych okolicznościach. Nie powinniśmy jednak narażać się na niebezpieczeństwo tylko po to, żeby zdobyć dodatkowe informacje.

Warto również pamiętać o zachowaniach tłumu. W dużych skupiskach ludzi strach może szybko się rozprzestrzeniać. Ludzie zaczynają reagować na siebie nawzajem, a niekoniecznie na rzeczywiste źródło zagrożenia. Może dochodzić do zatorów, przewracania się osób czy blokowania wyjść. Dlatego tak ważne jest, aby znać alternatywne drogi ewakuacji i nie zatrzymywać się w wąskich przejściach.

Nie istnieje jeden schemat, który zagwarantuje bezpieczeństwo w każdej sytuacji. Musimy obserwować otoczenie, rozpoznawać zagrożenie i dostosowywać swoje zachowanie do okoliczności.

W sytuacji kryzysowej nie chodzi o bohaterstwo ani podejmowanie ryzyka za wszelką cenę. Chodzi o zachowanie zdolności do podejmowania decyzji, które zwiększają nasze szanse na przeżycie.

Gdzie w sytuacji zagrożenia powinniśmy szukać schronienia?

To zależy przede wszystkim od rodzaju zagrożenia. Nie ma jednego miejsca, które będzie bezpieczne w każdej sytuacji. Innego schronienia będziemy szukać podczas strzelaniny, innego podczas zagrożenia chemicznego, a jeszcze innego w przypadku ekstremalnych zjawisk pogodowych.

Jeżeli mówimy o strzelaninie, musimy rozróżnić dwie bardzo ważne kwestie: ukrycie i osłonę. To nie są pojęcia tożsame. Ukrycie może sprawić, że napastnik nas nie zobaczy, ale niekoniecznie ochroni nas przed pociskiem. Przykładowo cienka ściana działowa, drzwi wewnętrzne czy meble mogą ograniczyć widoczność, ale nie muszą zapewniać rzeczywistej ochrony balistycznej.

Jeżeli mamy możliwość bezpiecznego opuszczenia miejsca zagrożenia, powinniśmy z niej skorzystać. Jeżeli nie, szukamy solidnych elementów konstrukcyjnych budynku, masywnych ścian czy innych przeszkód, które mogą zapewnić lepszą osłonę. W pomieszczeniu zamykamy drzwi, w miarę możliwości je zabezpieczamy, odsuwamy się od okien i zachowujemy ciszę. Nie wychodzimy tylko dlatego, że przez chwilę zrobiło się spokojnie. Czekamy na wiarygodne informacje i polecenia służb.

Chciałabym również zwrócić uwagę na coś, co wydaje się banalne, ale ma ogromne znaczenie: świadomość przestrzeni, w której przebywamy. Wchodząc do galerii handlowej, restauracji, kina, na dworzec czy do obiektu sportowego, warto po prostu zorientować się, gdzie znajdują się wyjścia i jak można opuścić dany obiekt. Nie chodzi o to, żebyśmy wszędzie szukali zagrożeń.

Warto też pamiętać, że nie każda sytuacja wymaga szukania schronienia wewnątrz budynku. Podczas niektórych zagrożeń, na przykład pożaru, najważniejsza będzie ewakuacja. Z kolei w przypadku określonych zagrożeń chemicznych bezpieczniejsze może być pozostanie wewnątrz budynku i ograniczenie napływu powietrza z zewnątrz, zgodnie z komunikatami służb.

Dlatego nie powinniśmy uczyć ludzi jednej uniwersalnej zasady: zawsze uciekaj albo zawsze się ukryj. Powinniśmy uczyć ich rozpoznawania zagrożeń i dostosowywania zachowania do konkretnej sytuacji.

Świadomość otoczenia nie oznacza życia w strachu. Oznacza, że nie jesteśmy całkowicie zaskoczeni, kiedy musimy podjąć ważną decyzję.

To, co mnie przeraziło, to ogromna liczba filmików pojawiających się w sieci relacjonujących strzelaninę. Czy zatraciliśmy instynkt samozachowawczy, że zamiast szukać bezpiecznej kryjówki, nagrywamy to, co się dzieje, tak jakby to był film akcji, a nie brutalna rzeczywistość?

Myślę, że jest to jeden z bardziej niepokojących aspektów współczesnego społeczeństwa. Żyjemy w czasach, w których telefon stał się niemal przedłużeniem naszej ręki. Dokumentujemy codzienność, wydarzenia, spotkania i sytuacje nietypowe. Bardzo często pierwszym odruchem jest wyciągnięcie telefonu i rozpoczęcie nagrywania.

Problem pojawia się wtedy, kiedy potrzeba zarejestrowania czegoś niezwykłego zaczyna wygrywać z instynktem samozachowawczym. W sytuacji zagrożenia powinniśmy przede wszystkim zadbać o własne życie i bezpieczeństwo osób znajdujących się w naszym otoczeniu. Telefon powinien być narzędziem komunikacji i wezwania pomocy, a nie kamerą.

Możemy tutaj mówić również o tak zwanym efekcie widza. Jest to zjawisko społeczne, w którym obecność innych osób może zmniejszać skłonność jednostki do podjęcia działania. Każdy zakłada, że ktoś inny zareaguje, wezwie pomoc albo zajmie się poszkodowanym. Współcześnie dochodzi do tego jeszcze jeden element – potrzeba dokumentowania zdarzenia i dzielenia się nim w mediach społecznościowych. Zamiast pomagać, część osób staje się obserwatorami.

Jest jeszcze aspekt bezpieczeństwa. Publikowanie nagrań z miejsca ataku może nieść realne zagrożenie. Możemy nieświadomie ujawnić lokalizację osób ukrywających się, położenie służb, kierunki ich przemieszczania czy przebieg prowadzonych działań. W sytuacjach, w których sprawca nadal stanowi zagrożenie, takie informacje mogą mieć bardzo poważne konsekwencje.

Nie zapominajmy też o ofiarach i ich rodzinach. Za każdym takim nagraniem stoją prawdziwi ludzie, ich dramat i cierpienie. Udostępnianie drastycznych materiałów bez zastanowienia nad konsekwencjami jest również kwestią odpowiedzialności społecznej i zwykłego szacunku dla drugiego człowieka.

Oczywiście dokumentowanie zdarzeń może mieć znaczenie dowodowe. Ale to zupełnie co innego niż ryzykowanie własnego życia w celu zdobycia nagrania.

Myślę, że powinniśmy również rozmawiać o tym z młodzieżą. Młodzi ludzie funkcjonują w świecie, w którym popularność materiału w Internecie bywa postrzegana jako wartość sama w sobie. Musimy uczyć ich, że nie wszystko, co można nagrać, powinno być publikowane.

W sytuacji zagrożenia nie potrzebujemy widzów z telefonami. Potrzebujemy ludzi, którzy potrafią reagować.

Czy władze państwowe i władze miast powinny teraz zorganizować kursy i szkolenia, na wypadek ataków?

Zdecydowanie tak, ale chciałabym zaznaczyć, że nie zaczynamy od zera. W Polsce już realizowanych jest wiele inicjatyw związanych z edukacją bezpieczeństwa i przygotowaniem obywateli na sytuacje kryzysowe. Są to zarówno działania podejmowane przez administrację rządową i samorządową, służby, jak i organizacje pozarządowe.

Przykładem są różnego rodzaju szkolenia z zakresu ochrony ludności i obrony cywilnej, programy edukacyjne dotyczące pierwszej pomocy, kampanie informacyjne, a także inicjatywy realizowane lokalnie przez organizacje społeczne. Warto wspomnieć również o szkoleniach z zakresu przetrwania, przygotowania na sytuacje kryzysowe, reagowania na zagrożenia czy udzielania pomocy przedmedycznej. Wiele organizacji pozarządowych od lat angażuje się w tego rodzaju działania, wykorzystując wiedzę i doświadczenie instruktorów oraz praktyków.

To bardzo dobry kierunek i należy docenić, że takie działania już się odbywają. Nie chodzi więc o tworzenie wszystkiego od początku, ale o wykorzystanie istniejącego potencjału, rozwijanie sprawdzonych rozwiązań i docieranie z nimi do kolejnych grup społecznych.

Uczestnicy powinni mieć możliwość przećwiczenia ewakuacji, reagowania na zagrożenie, udzielania pierwszej pomocy, obsługi AED czy tamowania masywnych krwotoków. Powinni również uczyć się podejmowania decyzji w warunkach stresu i ograniczonego dostępu do informacji. Możemy organizować ćwiczenia scenariuszowe, podczas których uczestnicy będą musieli samodzielnie ocenić sytuację i wybrać właściwy sposób działania.

Szkolenia powinny być dostępne dla różnych grup społecznych: dzieci, młodzieży, seniorów, pracowników administracji, przedsiębiorców czy osób pracujących w miejscach użyteczności publicznej. Inne potrzeby będzie miał nauczyciel, inne pracownik galerii handlowej, a jeszcze inne osoba starsza mieszkająca samotnie. Dlatego programy powinny uwzględniać specyfikę konkretnych grup i miejsc.

Warto również rozwijać współpracę administracji publicznej, samorządów, służb i organizacji pozarządowych. Organizacje społeczne często dysponują doświadczoną kadrą, sprzętem szkoleniowym i umiejętnością docierania do lokalnych społeczności. Mogą być ważnym partnerem w realizacji działań edukacyjnych, a nie tylko ich odbiorcą.

Nie powinniśmy też koncentrować się wyłącznie na atakach z użyciem broni. Społeczeństwo musi być przygotowane na różne rodzaje kryzysów: pożary, powodzie, długotrwałe przerwy w dostawach energii, zagrożenia chemiczne czy sytuacje wymagające ewakuacji.

Dlatego powiedziałabym, że nie potrzebujemy zaczynać od zera. Potrzebujemy rozwijać to, co już funkcjonuje, zwiększać dostępność szkoleń, uzupełniać ich programy o kolejne praktyczne elementy i zadbać o to, aby edukacja bezpieczeństwa nie była działaniem jednorazowym, lecz procesem.

Mamy już ludzi, organizacje i inicjatywy, na których możemy budować. Teraz powinniśmy zadbać o to, żeby ten potencjał był wykorzystywany szerzej, regularniej i docierał do jak największej liczby obywateli.

Czy powinniśmy również zweryfikować wyposażenie apteczek pierwszej pomocy w miejscach publicznych? Czy standardowe apteczki są wystarczające w przypadku zdarzeń, w których mamy do czynienia z poważnymi obrażeniami i masywnymi krwotokami?

Zdecydowanie powinniśmy rozpocząć taką dyskusję. Uważam, że to jeden z ważniejszych, a jednocześnie często pomijanych elementów przygotowania obiektów użyteczności publicznej na sytuacje kryzysowe.

Przez lata przyzwyczailiśmy się do określonego modelu apteczki pierwszej pomocy, którego wyposażenie często odpowiada przede wszystkim na potrzeby związane z drobnymi urazami. Mamy w nich plastry, bandaże, gaziki czy rękawiczki. To oczywiście potrzebne elementy, ale musimy zadać sobie pytanie, czy wyposażenie dostępne w przestrzeni publicznej odpowiada również na potrzeby wynikające z poważniejszych zdarzeń.

W przypadku ataku, wypadku komunikacyjnego czy innego zdarzenia z dużą liczbą poszkodowanych możemy mieć do czynienia z masywnymi krwotokami i rozległymi urazami. Musimy pamiętać, że masywny krwotok może doprowadzić do śmierci człowieka w bardzo krótkim czasie. W takich sytuacjach liczy się każda minuta, a czasami każda sekunda.

Dlatego warto rozważyć uzupełnienie wyposażenia obiektów publicznych o stazy taktyczne i opatrunki uciskowe, które mogą być wykorzystane w przypadku poważnych krwotoków. Nie oznacza to, że każda standardowa apteczka powinna zostać zastąpiona innym zestawem. Powinniśmy raczej zastanowić się nad rozszerzeniem dostępnego wyposażenia o środki pozwalające reagować również na ciężkie urazy.

Samo zapewnienie odpowiedniego sprzętu nie rozwiązuje jednak problemu. Równie ważna jest umiejętność jego prawidłowego wykorzystania. Trzeba wiedzieć, kiedy zastosować stazę taktyczną, jak ją założyć i jak prawidłowo użyć opatrunku. Nie wystarczy umieścić tych produktów w apteczce i uznać, że jesteśmy przygotowani. Potrzebne są praktyczne szkolenia, podczas których uczestnicy samodzielnie ćwiczą te czynności.

Warto również pamiętać, że wyposażenie powinno być dostosowane do charakteru obiektu. Inne potrzeby ma szkoła, inne centrum handlowe, stadion, dworzec kolejowy czy zakład przemysłowy. Znaczenie ma liczba osób przebywających w danym miejscu, specyfika działalności i potencjalne zagrożenia.

Zwróciłabym też uwagę na dostępność sprzętu. Nawet najlepsze wyposażenie nie pomoże, jeżeli znajduje się w zamkniętym pomieszczeniu, do którego nikt nie ma dostępu, jest niekompletne albo niepoddawane regularnej kontroli. Powinniśmy myśleć nie tylko o zakupie wyposażenia, ale również o jego rozmieszczeniu, oznakowaniu, konserwacji i przeszkoleniu osób, które mogą z niego korzystać.

Nie zapominajmy również o AED, czyli automatycznych defibrylatorach. Ich dostępność w przestrzeni publicznej i umiejętność korzystania z nich są niezwykle istotne. Warto wykorzystać go jeszcze przed przyjazdem zespołu ratownictwa medycznego.

Moim zdaniem powinniśmy rozpocząć szerszą dyskusję na temat standardów wyposażenia apteczek i zestawów ratunkowych w obiektach użyteczności publicznej. Nie postulujemy, żeby każda apteczka była wyposażeniem profesjonalnego zespołu ratownictwa medycznego. Chodzi o rozsądne dostosowanie jej zawartości do współczesnych zagrożeń.

To temat, który wymaga konkretnych rozwiązań systemowych. Warto zastanowić się, czy obecne standardy są wystarczające, czy wymagają aktualizacji i czy państwo powinno wspierać finansowo takie wyposażenie.

Apteczka nie powinna być tylko obowiązkowym elementem wyposażenia obiektu. Powinna być realnym narzędziem ratowania życia.

Czy każda sytuacja kryzysowa determinuje jeden wzorzec zachowania?

Absolutnie nie. I to jest bardzo ważne, żebyśmy zrozumieli. Nie istnieje jeden uniwersalny schemat postępowania, który będzie właściwy w każdej sytuacji kryzysowej.

Inaczej zachowujemy się podczas strzelaniny, inaczej podczas pożaru, powodzi, zagrożenia chemicznego czy ataku z powietrza. W każdym z tych przypadków inne mogą być źródła zagrożenia, dostępne drogi ewakuacji i możliwości ochrony.

Co więcej, nawet w przypadku tego samego rodzaju zagrożenia nasze postępowanie może być zupełnie inne w zależności od miejsca, w którym się znajdujemy. Przykładowo podczas strzelaniny w otwartej przestrzeni najlepszym rozwiązaniem może być natychmiastowe oddalenie się od miejsca ataku. Jednak jeżeli jedyna droga ucieczki prowadzi w kierunku napastnika, taka decyzja może być bardzo niebezpieczna.

Podobnie w przypadku pożaru. Nie zawsze możemy skorzystać z najbliższego wyjścia, szczególnie jeżeli droga ewakuacyjna jest zadymiona lub objęta ogniem.

Dlatego nie możemy uczyć ludzi wyłącznie sztywnych procedur. Musimy uczyć ich obserwacji, analizy sytuacji i podejmowania decyzji pod presją czasu. Procedury są niezwykle ważne, ponieważ dają nam punkt wyjścia i porządkują nasze działanie, ale nie mogą zastępować myślenia.

Bardzo ważne jest również uczenie ludzi, że sytuacja może się dynamicznie zmieniać. Decyzja, która na początku wydawała się najlepsza, po kilku minutach może przestać być właściwa. Dlatego trzeba obserwować otoczenie, korzystać z wiarygodnych informacji i dostosowywać swoje działania do rozwoju wydarzeń.

Procedury dają nam punkt wyjścia, ale umiejętność oceny sytuacji pozwala nam dobrać właściwe działanie.

Czy o tym, co wydarzyło się w Krakowie, powinniśmy rozmawiać z młodzieżą i dziećmi?

Zdecydowanie tak. Uważam, że unikanie takich rozmów nie chroni dzieci, szczególnie w czasach, kiedy informacje rozchodzą się w mediach społecznościowych niemal natychmiast.

Dzieci i młodzież często dowiadują się o tragicznych wydarzeniach szybciej niż dorośli. Widzą nagłówki, nagrania, komentarze, rozmawiają o tym z rówieśnikami. Jeżeli nie porozmawiamy z nimi o tym, co się wydarzyło, mogą szukać odpowiedzi w internecie, gdzie nie zawsze znajdą rzetelne informacje. Mogą również zetknąć się z drastycznymi materiałami, których nie są przygotowane przetworzyć emocjonalnie.

Oczywiście sposób prowadzenia takiej rozmowy musi być dostosowany do wieku dziecka. Nie chodzi o pokazywanie drastycznych nagrań, szczegółowe opowiadanie o przebiegu tragedii czy budowanie atmosfery zagrożenia. Powinniśmy przede wszystkim rozmawiać o bezpieczeństwie, o tym, jak rozpoznawać sytuacje niebezpieczne, gdzie szukać pomocy i jak reagować na polecenia osób odpowiedzialnych za nasze bezpieczeństwo.

Ważne jest również, żeby nie bagatelizować emocji dzieci. Jeżeli dziecko się boi, zadaje pytania lub chce kilkukrotnie wracać do tego samego tematu, nie powinniśmy go zbywać. Powinniśmy spokojnie odpowiadać, przekazywać informacje odpowiednie do jego wieku i przede wszystkim dawać mu poczucie, że nie jest samo. Nie musimy opowiadać o wszystkim. Musimy natomiast stworzyć przestrzeń, w której dziecko może bez obaw powiedzieć, co czuje i czego się boi.

Chciałabym tutaj powiedzieć coś również z perspektywy osobistej. Mówię to nie tylko jako osoba zajmująca się bezpieczeństwem, ale również jako matka.

Nie możemy budować w dzieciach przekonania, że świat jest niebezpiecznym miejscem, w którym za każdym rogiem czeka zagrożenie. Naszym zadaniem jest budowanie świadomości, a nie strachu.

Jako ekspertka wiem, jak ważne jest przygotowanie społeczeństwa na sytuacje kryzysowe. Jako matka wiem, jak bardzo chciałabym, żeby moje dzieci nigdy nie musiały wykorzystywać tej wiedzy. Ale właśnie dlatego powinniśmy je jej uczyć.

Jak ich uczulić na niebezpieczne sytuacje?

Przede wszystkim poprzez praktyczną edukację, dostosowaną do wieku i możliwości dzieci. Nie wystarczy powiedzieć dziecku, żeby uważało na siebie. Musimy wyposażyć je w konkretne umiejętności i nauczyć je, jak rozpoznawać sytuacje, w których powinno zwrócić się o pomoc.

Dzieci powinny znać numer alarmowy 112 i wiedzieć, w jakich sytuacjach należy z niego korzystać. Powinny umieć przekazać podstawowe informacje: gdzie się znajdują, co się wydarzyło i czy ktoś potrzebuje pomocy. Muszą również wiedzieć, że nie powinny podejmować samodzielnych prób interwencji w sytuacjach, które mogą zagrażać ich życiu.

Warto organizować proste ćwiczenia sytuacyjne. Możemy zapytać dziecko, co zrobi, jeżeli zgubi się w centrum handlowym, zauważy coś niepokojącego na placu zabaw albo znajdzie się w sytuacji, w której nie może skontaktować się z rodzicem. Możemy przećwiczyć, jak poprosić o pomoc pracownika ochrony, nauczyciela czy inną zaufaną osobę dorosłą. Takie ćwiczenia rozwijają samodzielne myślenie i uczą podejmowania decyzji.

Bardzo ważne jest również to, żeby dzieci wiedziały, że mogą i powinny prosić dorosłych o pomoc. Nie powinny bać się zgłaszać sytuacji, których nie rozumieją lub które wydają im się niebezpieczne. Musimy budować w nich przekonanie, że zgłoszenie niepokojącego zdarzenia nie jest donoszeniem ani przesadzaniem, ale odpowiedzialnym zachowaniem.

Jako matka wiem, że naturalnym odruchem jest chęć chronienia dzieci przed wszystkim, co złe. Ale musimy zrozumieć, że ochrona nie polega wyłącznie na tworzeniu im bezpiecznego otoczenia. Polega również na przygotowaniu ich do sytuacji, w których nie będziemy mogli być obok.

Chciałabym, żeby każde dziecko wiedziało, jak wezwać pomoc, jak rozpoznać zagrożenie i do kogo zwrócić się o wsparcie. To są umiejętności, które mogą kiedyś naprawdę zadecydować o jego bezpieczeństwie.

Uważam również, że edukacja bezpieczeństwa powinna być prowadzona nie tylko w szkołach, ale również w ramach lokalnych inicjatyw społecznych. Możemy organizować warsztaty dla rodzin, zajęcia praktyczne, gry edukacyjne i ćwiczenia, podczas których dzieci uczą się poprzez działanie. Nie wszystko musi odbywać się w formie poważnego szkolenia. Czasami najlepszym sposobem przekazania wiedzy jest dobrze przygotowana zabawa edukacyjna.

Ważne jest jednak, żeby edukacja nie ograniczała się do jednorazowych pogadanek. Powinna być procesem, który towarzyszy dzieciom na kolejnych etapach rozwoju. Inne umiejętności powinien posiadać przedszkolak, inne uczeń szkoły podstawowej, a jeszcze inne nastolatek.

Nie możemy wychowywać pokolenia, które zna zasady bezpieczeństwa wyłącznie z podręczników. Musimy uczyć dzieci, jak reagować w prawdziwym życiu.

Podsumowując naszą rozmowę, jakie są główne punkty, o których musimy pamiętać?

Chciałabym, żebyśmy po tych wydarzeniach nie ograniczyli się wyłącznie do komentowania tragedii i wyrażania współczucia poszkodowanym oraz ich bliskim. Powinniśmy wyciągnąć z niej również konkretne wnioski.

Nie jesteśmy w stanie wyeliminować wszystkich zagrożeń. Nie możemy zagwarantować, że podobne sytuacje nigdy się nie wydarzą. Możemy jednak sprawić, że jako społeczeństwo będziemy lepiej przygotowani na ich wystąpienie.

Potrzebujemy edukacji, praktycznych szkoleń, odpowiedniego wyposażenia i współpracy. Potrzebujemy również zmiany myślenia o bezpieczeństwie – tak, aby nie było ono tematem, do którego wracamy dopiero po kolejnej tragedii.

Odporność społeczeństwa nie buduje się w dniu kryzysu. Buduje się ją każdego dnia – w szkołach, domach, miejscach pracy i lokalnych społecznościach. To suma wiedzy, umiejętności, odpowiedzialności i gotowości do współpracy.

I chciałabym, żebyśmy pamiętali, że przygotowanie społeczeństwa nie jest przejawem strachu ani militaryzacji. Jest przejawem odpowiedzialności. Nie chodzi o to, żeby każdy obywatel był specjalistą od bezpieczeństwa. Chodzi o to, żeby każdy miał podstawową wiedzę i umiejętności, które pozwolą mu zadbać o siebie i innych.

Przygotowanie nie daje nam gwarancji, że unikniemy zagrożenia. Daje nam jednak większą szansę, że będziemy wiedzieli, jak się zachować, jak pomóc innym i jak uratować ludzkie życie.

Źródło: gazetaprawna.pl
Autopromocja
381536mega.png
381439mega.png
381557mega.png
©℗

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.