Polskie mleko trafia dziś na wszystkie kontynenty, a jego jakość jest porównywana z najlepszymi producentami w Europie. O tym, jak z lokalnej firmy z Kozienic powstał biznes działający globalnie, dlaczego Mercosur nie musi być zagrożeniem dla polskiego mleczarstwa i skąd wzięła się światowa moda na produkty wysokobiałkowe, mówiła w studiu DGP podczas Forum Ekonomicznego w Karpaczu Maryla Czarnowicz-Mularczyk, prezes Trade Milk.
Trade Milk to firma, która specjalizuje się w handlu mlekiem w proszku, serwatką oraz składnikami wykorzystywanymi przez producentów czekolady, lodów, nabiału czy żywności wysokobiałkowej. Dziś eksportuje produkty na rynki niemal całego świata. Jak podkreśla prezes spółki, sukces nie przyszedł szybko.– Przez osiem lat jeździliśmy po świecie, zanim udało nam się sprzedać pierwszy kilogram mleka. To nie były wycieczki – to była inwestycja w relacje i zaufanie – mówi Maryla Czarnowicz-Mularczyk.
Ekspansja zagraniczna była przełomem
Historia firmy zaczęła się w 2003 roku od pomysłu trzech wspólników, którzy postanowili wykorzystać szanse, jakie otwierał zmieniający się polski rynek mleczarski.– Zaczynaliśmy jako bardzo mała firma. Sprzedawaliśmy około 20 ton mleka miesięcznie. Dziś nasze obroty są wielokrotnie większe, a działamy na rynkach od Azji po Amerykę Łacińską – opisuje prezes Trade Milk.
Punktem zwrotnym był 2012 rok, kiedy spółka zdecydowała się rozpocząć ekspansję zagraniczną. Początkowo uczestniczyła w targach i misjach gospodarczych organizowanych m.in. przez Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa.
– Instytucje wspierające eksport były ogromnym wsparciem dla małych firm, które dopiero uczyły się handlu międzynarodowego. Bez tego byłoby nam znacznie trudniej – ocenia Maryla Czarnowicz-Mularczyk.
Jak mówi prezes Trade Milk, mechanizmy handlu międzynarodowego i procedury – odprawy celne czy zabezpieczenia finansowe – są podobne na całym świecie. Znacznie większym wyzwaniem pozostają różnice kulturowe. Inaczej prowadzi się biznes z Chińczykiem, a inaczej z przedsiębiorcą z Chile czy Peru.
Mercosur? Polskie mleko się obroni
Szczególnie duży potencjał firma widzi dziś w Ameryce Południowej.
– To rynek, w który bardzo wierzymy. Jeszcze w tym roku lecimy do Peru, Chile i Brazylii. Otwieranie granic to zawsze szansa dla biznesu – ocenia Maryla Czarnowicz-Mularczyk.
W rozmowie pojawił się również temat umowy handlowej UE-Mercosur, która budzi obawy części polskiego sektora rolno-spożywczego. Prezes Trade Milk patrzy na nią znacznie spokojniej.
– Nie boimy się Mercosur. Polskie mleko obroni się jakością. Trzeba być innowacyjnym i oferować produkty dopasowane do potrzeb odbiorców – definiuje.Jednym z elementów tej strategii jest nowy zakład produkcyjny firmy w Toruniu, gdzie powstają mieszanki mleczne przygotowywane według receptur klientów z różnych krajów.
– Klienci przekazują nam swoje receptury, a my produkujemy mieszanki „szyte na miarę”. Dzięki temu jesteśmy nie tylko handlowcem, ale także partnerem produkcyjnym – wskazuje.
Trade Milk nie ogranicza się już wyłącznie do polskich surowców. Firma importuje również mleko z Irlandii, Wielkiej Brytanii czy Ukrainy, odpowiadając na potrzeby producentów żywności. To efekt głębokiej transformacji polskiego sektora mleczarskiego.
– Kiedy zaczynaliśmy działalność, rynek był bardzo rozproszony. Dziś został mocno skonsolidowany i w praktyce mamy kilku dużych graczy – zauważa Czarnowicz-Mularczyk.Zmieniło się także samo rolnictwo.
– Hodowcy nie mają już kilku krów. Inwestują w duże stada i nowoczesną produkcję, bo od jakości surowca zaczyna się całe mleczarstwo – mówi prezes Trade Milk.
Zapraszamy do obejrzenia rozmowy.
Krzysztof Ratnicyn
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu