Jest kilka prozaicznych rzeczy, które doprowadzają mnie do frustracji. Pierwsza z nich to nieudane jajko sadzone. Uwielbiam, gdy białko jest dobrze ścięte, lecz żółtko pozostaje rzadkie. Do perfekcji opanowałem sztukę smażenia go w taki sposób. A także jego spożywania – żółtą przyjemność zostawiam sobie zawsze na koniec, gdy biała część jest już dokładnie odkrojona. Nasuwam to jądro rozkoszy delikatnie na widelec, ostrożnie wykładam na język i delikatnie, bez odrobiny pośpiechu, rozgniatam o podniebienie. Smak przyprawionego szczyptą soli atłasowego, ciepłego nektaru wypełnia całe usta, a umieszczone w nich receptory wysyłają do rdzenia kręgowego sygnał, że nadszedł właściwy moment, by uwolnić hektolitry endorfin...
Możecie zatem tylko spróbować sobie wyobrazić, co poczułem w ubiegły piątek, gdy wszystkie sklepy były zamknięte, a ja wyjąłem z lodówki dwa ostatnie jajka i – jak zwykle – idealnie je sobie przygotowałem. Oraz gdy przy przekładaniu ich na talerz żółtka się wylały. Oczywiście zlizałem je natychmiast, ale bądźmy szczerzy – nie było to to samo. Różnica jest w tym wypadku mniej więcej taka, jak zlizywanie bitej śmietany z brzucha Mili Kunis i Gerarda Depardieu. Smak niby ten sam, ale...
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.