Bardzo rzadko zdarza się, bym wyczekiwał premiery jakiegoś samochodu. W całym moim motoryzacyjnym życiu miało to miejsce raptem kilka razy. I już nawet nie pamiętam przy okazji jakich modeli, co może sugerować, że byłem nimi rozczarowany.
Możecie porównać to do randki z dziewczyną poznaną w internecie – kilka zdjęć i rozmów na czacie sprawiło, że odliczacie każdą minutę do następnego piątku. Kupujecie nową koszulę, cerujecie skarpetki, sąsiadce podbieracie róże z ogródka i rezerwujecie stolik w Pizza Hut. I wreszcie zjawia się ona: zjawiskowo piękna, szczupła, wysoka, elegancka i zadbana. Podchodzi do was krokiem lekkim jak unoszące się na wietrze dmuchawce, uśmiecha się zniewalająco, kusząco poprawia kosmyk blond kręconych włosów opadający niepokornie na aksamitną skórę jej kształtnego nosa i całuje was czule w policzek. Po czym mówi „dzień dobry, kochanie” głosem Jana Himilsbacha. Mniej więcej taki rodzaj rozczarowania towarzyszył mi, gdy bliżej poznawałem auta, za które chwilę wcześniej gotów byłem oddać obie nerki.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.