Tylko w ciągu dwóch dni wpadły mi w ręce trzy materiały, z których wynika, że wszystko, czym się żywię, jest złe i szkodliwe. Zaczęło się od mięsa – naukowcy pracujący dla ONZ doszli do wniosku, że 50 g przetworzonej krowy czy świni podnosi ryzyko wystąpienia raka o 18 proc. Jeżeli tak jest w istocie, to tylko w ostatnim miesiącu zwiększyłem prawdopodobieństwo, że to, co jem, zje mnie od środka, o jakieś 8000 proc. A biorąc pod uwagę, ile schabowych i mielonych wchłonąłem przez całe swoje życie, za cud należy uznać, że w ogóle jeszcze żyję. Chętnie zamieniłbym krowy na kury, ale te z kolei karmione są tablicą Mendelejewa i prochami swoich przodków. I mają dokładnie tyle składników odżywczych co trociny.
Chwilę po rewelacjach o mięsie wpadła mi w ręce publikacja o mleku zatytułowana „Pięć powodów, dlaczego nie warto go pić”. Bo ma za dużo białka i wapnia, za mało węglowodanów, słabo się przyswaja, zwiększa ryzyko chorób, a jego przedawkowanie może grozić nawet śmiercią. Gdy to przeczytałem, zadzwoniłem do żony z kategorycznym żądaniem, aby natychmiast odstawiła od piersi naszego czteromiesięcznego syna, zaś dwuletniemu wsadziła palec do gardła i w ten sposób „odzyskała” kaszę mannę, którą zjadł na śniadanie. Niewykluczone, że w ten sposób uratowaliśmy mu życie.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.