Sektor bankowy zaczyna oddawać klientom odsetki naliczone od kredytowanej prowizji i składki ubezpieczeniowej. To rozliczenie połowiczne i prawnie nietrafne. Dokładnie ten sam scenariusz przerabialiśmy przy art. 49 ustawy o kredycie konsumenckim: najpierw odmowa, potem własne metody wyliczeń, potem wymyślone cezury czasowe. Skończyło się pełnym zwrotem proporcjonalnym. Tym razem końcem drogi jest sankcja kredytu darmowego.
Dekada sporu o prowizję, czyli podręcznik obrony sektora
Warto odtworzyć chronologię, bo powtarza się ona dziś niemal punkt po punkcie.
Artykuł 49 ust. 1 ustawy z 12 maja 2011 r. o kredycie konsumenckim obowiązywał od grudnia 2011 r. Już 16 maja 2016 r. Rzecznik Finansowy i Prezes UOKiK ogłosili wspólne stanowisko, w którym stwierdzili, że w razie przedterminowej spłaty obniżeniu podlegają wszystkie koszty kredytu, także te pobrane jednorazowo z góry i niezależne od okresu kredytowania, a więc również prowizja przygotowawcza. Stanowisko to nie zmieniło praktyki rynku. Banki w większości nadal odmawiały zwrotu, podnosząc, że prowizja jest wynagrodzeniem za samą czynność udzielenia kredytu i nie „rozkłada się w czasie”.
Przełomem był wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE z 11 września 2019 r. w sprawie C-383/18, a następnie uchwała Sądu Najwyższego z 12 grudnia 2019 r., III CZP 45/19, która przesądziła, że uprawnienie z art. 49 ust. 1 u.k.k. obejmuje także prowizję za udzielenie kredytu.
I dopiero wtedy zaczął się drugi etap oporu, w którym sporne było już nie „czy”, lecz „ile” i „od kiedy”:
- część kredytodawców przeszła z odmowy na własne metody wyliczeń, w których zwracano jedynie ułamek prowizji, ważony strukturą kosztów banku, zamiast prostego rozliczenia proporcjonalnego do niewykorzystanego okresu kredytowania;
- część uznała, że zwraca środki wyłącznie za spłaty dokonane po ogłoszeniu stanowiska RF i UOKiK z 2016 r. albo po wydaniu istotnego poglądu Rzecznika Finansowego w danej sprawie;
- część przyjęła jeszcze dalej idącą cezurę: rozliczamy tylko kredyty spłacone po 11 września 2019 r., bo „wcześniej prawo było inne”.
Ważne
Każde z tych stanowisk było błędne, i to z powodów, które dziś wydają się oczywiste.
Dlaczego cezury czasowe były prawniczo nie do obrony
Po pierwsze, wyrok prejudycjalny TSUE ma charakter interpretacyjny, a nie prawotwórczy. Trybunał nie zmienił treści dyrektywy 2008/48/WE ani art. 49 u.k.k., lecz wyjaśnił, jak przepis ten należało rozumieć od chwili jego wejścia w życie. Skutek jest więc ex tunc. Data ogłoszenia wyroku nie mogła być datą powstania roszczenia.
Po drugie, ustawa sama wskazuje moment rozliczenia. Zgodnie z art. 52 u.k.k. kredytodawca jest obowiązany rozliczyć się z konsumentem w terminie 14 dni od dnia dokonania wcześniejszej spłaty. Roszczenie stawało się więc wymagalne 14 dni po spłacie, nie po lekturze komunikatu urzędu, nie po wydaniu istotnego poglądu i nie po wyroku Trybunału. Konsekwencją była nie tylko sama należność główna, lecz także odsetki ustawowe za opóźnienie od tej właśnie daty.
Po trzecie, stanowisko organów ochrony konsumentów nie jest źródłem prawa i nie może wyznaczać granic czasowych odpowiedzialności. Jeśli miało jakiekolwiek znaczenie temporalne, to raczej takie, że po maju 2016 r. trudno było mówić o dobrej wierze kredytodawcy.
Ważne
Efekt końcowy znamy: metoda liniowa stała się standardem, a banki, które broniły cezur, zapłaciły dodatkowo odsetki za opóźnienie i koszty procesów, których dało się uniknąć.
Rok 2026: ta sama konstrukcja obrony, inny przepis
Dziś przedmiotem sporu jest naliczanie odsetek od kredytowanych kosztów. Chodzi o powszechny mechanizm, w którym bank dolicza prowizję lub składkę ubezpieczeniową do kwoty finansowania, a następnie oprocentowuje całość, w tym środki, których konsumentowi nigdy nie oddał do dyspozycji.
W wyroku z 23 kwietnia 2026 r. w sprawie C-744/24 TSUE stwierdził, że przepisy dyrektywy 2008/48/WE sprzeciwiają się takiej konstrukcji umowy: stopa oprocentowania może być stosowana wyłącznie do kwoty rzeczywiście wypłaconej konsumentowi, a nie do kwot przeznaczonych na pokrycie kosztów kredytu. Trybunał nawiązał przy tym do wcześniejszej linii orzeczniczej, z której wynika, że ani całkowita kwota kredytu, ani kwota wypłaty nie obejmują kwot służących pokryciu zobowiązań wynikających z samej umowy kredytu.
Kierunek ten podtrzymał Sąd Najwyższy w wyroku z 8 lipca 2026 r., II CSKP 89/26, wskazując, że całkowita kwota kredytu i całkowity koszt kredytu to pojęcia rozłączne, odsetki mogą być naliczane wyłącznie od kapitału faktycznie udostępnionego, a harmonogram powinien pozwalać konsumentowi na odczytanie struktury raty. SN przypomniał również, że do zastosowania sankcji z art. 45 u.k.k. wystarczy stwierdzenie jednego naruszenia obowiązków ustawowych.
I tu pojawia się nowa odsłona starej strategii. Coraz częściej, jeszcze na etapie reklamacji lub odpowiedzi na wezwanie do zapłaty, bank proponuje zwrot części pobranych odsetek, tych naliczonych od prowizji i ubezpieczenia. Komunikat brzmi rozsądnie: skoro wadą było oprocentowanie kosztów, oddajemy to, co pobraliśmy nienależnie od kosztów.
Dlaczego „zwrot odsetek od prowizji” to nie jest rozliczenie
To rozumowanie ma tę samą wadę co metoda ważona i cezura z 2019 r.: myli skutek nieprawidłowości z jej podstawą prawną.
Naliczanie odsetek od kredytowanych kosztów nie jest samodzielnym deliktem, którego naprawienie polega na zwrocie nadwyżki. Jest ono następstwem błędnego określenia całkowitej kwoty kredytu (art. 5 pkt 7 u.k.k.), a to przekłada się wprost na całkowity koszt kredytu, całkowitą kwotę do zapłaty i rzeczywistą roczną stopę oprocentowania, czyli na dane, które muszą zostać podane w umowie zgodnie z art. 30 ust. 1 pkt 4, 7 i 10 u.k.k. Jeżeli te wielkości podano nieprawidłowo, naruszony został obowiązek informacyjny, a nie jedynie zasada wyliczenia odsetek.
Sankcją, jaką ustawodawca przewidział za takie naruszenie, jest sankcja kredytu darmowego z art. 45 u.k.k. Ma ona charakter ustawowy i prawnokształtujący. Konsument, który złożył skuteczne oświadczenie, zwraca kapitał bez odsetek i innych kosztów należnych kredytodawcy. Ustawa nie zna „sankcji częściowej”, ani rozliczenia ograniczonego do tej pozycji kosztowej, która akurat okazała się wadliwa. Nie zna też mechanizmu miarkowania w zależności od wagi naruszenia. Sankcja pełni funkcję prewencyjną, ma skłaniać kredytodawców do prawidłowego wykonywania obowiązków, a funkcja ta zostałaby zniweczona, gdyby jej wymiar sprowadzał się do zwrotu kwoty odpowiadającej bezprawnie osiągniętej korzyści. Kredytodawca nie ryzykowałby wówczas niczego poza utratą zysku, którego i tak nie powinien był osiągnąć.
Skala sporu jest zresztą taka, że praktyka „drobnych ugód” nie utrzyma się długo. Na koniec marca 2026 r. banki raportowały ponad 104 tys. reklamacji dotyczących tej sankcji i ponad 27 tys. pozwów, a w samym pierwszym półroczu 2026 r. do sądów wpłynęło ponad 11 tys. takich spraw. Wcześniej, 1 grudnia 2025 r., Rzecznik Finansowy wydał ogólne oświadczenie w sprawie sankcji kredytu darmowego, odnoszące się między innymi do kwestii naliczania odsetek od kredytowanych kosztów.
Ryzyko po stronie konsumenta: podpis pod ugodą
Ważne
Dla kredytobiorcy najistotniejsze jest to, czego w propozycji banku zwykle nie widać na pierwszy rzut oka. Wypłata kilkuset złotych tytułem „odsetek od prowizji” bywa powiązana z oświadczeniem o wyczerpaniu roszczeń z umowy. Jeżeli umowa uzasadnia sankcję z art. 45 u.k.k., różnica między jednym a drugim rozliczeniem to najczęściej różnica między kilkuset złotymi a kilkunastoma czy kilkudziesięcioma tysiącami.
Znaczenie ma także czas. Uprawnienie do złożenia oświadczenia o skorzystaniu z sankcji wygasa po upływie roku od dnia wykonania umowy (art. 45 ust. 5 u.k.k.). Przedłużające się postępowanie reklamacyjne zakończone częściową wypłatą może w praktyce doprowadzić do sytuacji, w której konsument przyjmie ułamek świadczenia, a termin na sięgnięcie po pełną sankcję upłynie.
Prognoza
Nie każda umowa uzasadnia sankcję kredytu darmowego, ocena zawsze wymaga analizy konkretnego dokumentu, formularza informacyjnego i harmonogramu. Sądy powszechne nie są jednomyślne, a na uchwałę Sądu Najwyższego porządkującą całość zagadnienia wciąż czekamy; jej podjęcie zawieszono do czasu rozstrzygnięć TSUE.
Doświadczenie z art. 49 u.k.k. pozwala jednak postawić dość bezpieczną tezę. Sektor przechodzi obecnie fazę pośrednią, tę samą, w której w latach 2019-2021 znalazł się przy zwrocie prowizji: nie kwestionuje już samej nieprawidłowości, lecz próbuje samodzielnie zdefiniować jej skutek finansowy i ograniczyć go do najwęższej możliwej pozycji. Ta faza skończyła się wówczas przyjęciem rozwiązania, które od początku wynikało z ustawy. Skończy się tak i teraz, z tą różnicą, że w międzyczasie do rachunku dojdą odsetki za opóźnienie i koszty nawet setek tysięcy przegranych procesów. To wszystko jednak będzie rozłożone w czasie.
Krzysztof Szymański, ekonomista
- Stopa referencyjna NBP zamiast WIBOR? Sektor bankowy chce zmiany ustawy o kredycie hipotecznym, bo reforma wskaźników utknęła
- WIBOR - ta sama nazwa, dwa reżimy prawne. Co może badać sąd?
- Dlaczego wadliwy parametr kredytu uruchamia sankcję kredytu darmowego tak samo jak jego brak
- Kto pisze sankcję, niech pisze i procedurę. Nowy projekt ustawy o kredycie konsumenckim jest pierwszą szansą, by te dwie rzeczy uregulować razem
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu