Wysoki wzrost cen to najprostszy sposób na erozję długu publicznego. Co najmniej raz w historii to zadziałało – po II wojnie światowej, gdy Zachód musiał uporać się z gigantycznymi kosztami wojny i odbudowy po niej.
Teraz, gdy dług rośnie do bezprecedensowych poziomów, bo większość krajów próbuje osłabić uderzenie pandemii, pompując miliardy w pakiety pomocowe dla przedsiębiorstw, analogie do wojennych czasów nasuwają się same. Zresztą nie brakuje ich od samego początku zmagań z COVID-19. Już w połowie marca premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson mówił, że jego rząd „musi działać jak każdy rząd w czasach wojny” i robić wszystko, by ratować gospodarkę, a tacy ekonomiści, jak Kenneth Rogoff czy Olivier Blanchard słowa „wojna” używali bardzo często. Obaj nawiązywali do wizji rekordowo rozdętych deficytów budżetowych i gigantycznego poziomu długu, z czym zapewne trzeba będzie się mierzyć w kolejnych latach. Dodawali jednak przy tym, żeby nie marudzić, bo sytuacja jest wyjątkowa.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
!["Ludzie uciekali jak fala tsunami". Dramatyczna relacja świadka strzelaniny w Krakowie [ROZMOWA]](https://infor-web-static.incdn.pl/dgpstatic/upload/b3dza2ltLXJ5bmt1LTM5MzExMTM0LmpwZyIsInciOjE0MDB9-c15a75d7.webp)