Im dłużej trwa kryzys, tym przychylniejszym okiem europejskie kraje patrzą na wydobycie u siebie gazu łupkowego. Uruchomienie produkcji tego surowca na masową skalę może jednak uderzyć w opłacalność eksploatacji.
Jako kolejna do grona krajów liczących na łupkowy boom dołączyła Hiszpania. Jak podała tamtejsza rada inżynierów górniczych, rezerwy gazu łupkowego w kraju wynoszą aż 1,4 bln metrów sześc. (wstępne szacunki Państwowego Instytutu Geologicznego mówią, że polskie zasoby wynoszą od 0,34 do 0,768 bln m sześc.). Ale nie wiadomo jeszcze, ile surowca z hiszpańskich złóż nadaje się do eksploatacji. Jeżeli oceny naukowców się potwierdzą, Hiszpanie – dziś niemal w całości uzależnieni od eksportu ropy i gazu – będą mogli liczyć na kilka dekad energetycznej samowystarczalności. Złoża starczyłyby na prawie 40 lat. Dotychczasowe tempo wzrostu konsumpcji doprowadzi do tego, że już w 2016 r. Madryt będzie wydawać na import ropy i gazu 50 mld euro rocznie – szacuje amerykański portal MarketResearch.com.
Oprócz Hiszpanów coraz przychylniej na gaz łupkowy patrzą Niemcy, których zasoby szacowane są na 2,3 bln metrów sześc. Pod koniec lutego rząd Angeli Merkel wystąpił z propozycją ustawy mającej umożliwić wydobycie. Żeby uciszyć sprzeciw ekologów w projekcie zapisano istotne ograniczenia, m.in. zakaz szczelinowania hydraulicznego (metoda wydobycia gazu łupkowego) na terenach chronionych, stanowiących 14 proc. powierzchni Niemiec. Rząd liczy, że ustawę uda się przeforsować już we wrześniu. Zwrot Berlina w kierunku łupków to efekt rosnących kosztów energii po decyzji o stopniowym (do 2022 r.) zamknięciu wszystkich elektrowni jądrowych w kraju. Dziś jedna kilowatogodzina w Niemczech kosztuje przedsiębiorstwa 6 eurocentów, niemal dwukrotnie więcej niż w Ameryce Północnej.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.