System Handlu Emisjami: rezultat fiskalny przysłonił Brukseli rezultat realny

Krzysztof Żmijewski, prof. Politechniki Warszawskiej, były prezes PSE, przewodniczący Społecznej Rady Konsultacyjnej Energetyki, koordynator Green Effort Group
Krzysztof Żmijewski, prof. Politechniki Warszawskiej, były prezes PSE, przewodniczący Społecznej Rady Konsultacyjnej Energetyki, koordynator Green Effort GroupDGP
12 listopada 2008

EU ETS rozszyfrowuje się dość prosto, jest to System Handlu Emisjami w Unii Europejskiej. Zasada systemu jest prosta. Komisja Europejska ustala roczny limit emisji gazów cieplarnianych - CO2, metanu itp., a duże zakłady (elektrownie, huty, cementownie, chemia) mogą emitować tyle, ile uprawnień posiadają.

W pierwszych dwóch okresach (lata 2004-2007) i (lata 2008-2012) uprawnienia do emisji otrzymywało się za darmo na podstawie potrzeb określonych przez dotychczasową emisję historyczną (tzw. grandfathering). Kto dostał za mało, mógł dokupić na giełdzie, kto dostał za dużo, mógł na giełdzie sprzedać. Można też było ograniczyć produkcję lub ją zlikwidować, a zaoszczędzone uprawnienia sprzedać. System wydawał się sprytny, ale okazał się kiepski.

Motywacja do redukcji

W pierwszym okresie (2004-2007) Komisja Europejska przydzieliła za dużo uprawnień i po początkowym wzroście cena spadła do poniżej 1 euro za tonę CO2, co zlikwidowało jakąkolwiek motywację do redukcji emisji. Z tego powodu Komisja postanowiła w okresie 2008-2012 przyciąć je mocniej. Nie wszystkim zresztą podobnie, co dość boleśnie odczuła Polska (nie bez własnej winy, ale to inna historia).

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: GP

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.