Patriota gospodarczy – czy też konsument aspirujący do miana świadomego i dojrzałego – staje dziś przed nie lada wyzwaniem. W dobie bezprecedensowej globalizacji gospodarczej, rosnących międzynarodowych współzależności, komplikacji tzw. łańcuchów wartości, stwierdzenie, który produkt jest polski, a który nie, coraz częściej graniczy z niemożliwością. O ile względnie łatwo można sprawdzić strukturę własnościową producenta, to co z pozostałymi czynnikami wpływu firmy na otoczenie gospodarcze i społeczne? Jak na przykład traktować polskiego przedsiębiorcę, który produkuje (a więc tworzy miejsca pracy) poza krajem, a podatki płaci na Cyprze, w relacji do jego zagranicznego konkurenta, który wprawdzie wyprowadza większość zysku za granicę, ale lojalnie wspiera budżet Rzeczypospolitej i nad Wisłą też zatrudnia ludzi?
Patriota gospodarczy ma dziś prawo czuć się skonfundowany. Premiowanie polskich firm tylko ze względu na ich narodowość z pominięciem okoliczności takich jak powyższe, jak również ceny i jakości produktów czy usług, ocierałoby się o szowinizm. Alternatywa w postaci kosmopolityzmu ekonomicznego, głoszącego, że kapitał nie ma narodowości, jest co najmniej równie zła. Niestety, to między tymi właśnie biegunami oscyluje dziś polska debata publiczna na ten temat. Zderzając się ze złożonymi realiami, zwolennicy obu stanowisk tylko pogłębiają ten pojęciowy mętlik.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.