Autopromocja

Depozyty polskich firm: Przedsiębiorcy siedzą na pieniądzach

pieniądze, podatki
Gorzej, jeśli większe depozyty firm oznaczają naciskanie inwestycyjnego hamulca. ShutterStock
15 października 2015

Firmy zgromadziły 233 mld zł. Tak dużych depozytów jeszcze nie miały. Wartość firmowych zaskórniaków w ciągu miesiąca wzrosła aż o 8,5 mld zł, czyli o ok. 3,8 proc. W porównaniu do stanu sprzed roku depozyty zwiększyły się o ponad 24 mld zł – wynika z danych, które wczoraj opublikował Narodowy Bank Polski.

To dobra i zła wiadomość. Dobra, bo świadczy o stabilności finansowej firm. – Rośnie im sprzedaż, koszty są pod kontrolą dzięki niskim cenom surowców, to przekłada się na dobre wyniki finansowe, które wcześniej widzieliśmy np. w danych GUS. Przedsiębiorstwa są w dobrej kondycji i akumulują płynność – tłumaczy Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millennium.

Gorzej, jeśli większe depozyty firm oznaczają naciskanie inwestycyjnego hamulca. Mówiąc inaczej: przedsiębiorcy dużo zarabiają, ale nie przeznaczają zysków na rozwój z obawy o pogorszenie koniunktury.

Czy tak jest w istocie? Tu zdania ekonomistów są podzielone. Maliszewski uważa, że skłonność do inwestowania w przedsiębiorstwach jest niska, bo dynamika wzrostu depozytów jest większa niż wzrost inwestycji.

– W II kw. inwestycje co prawda wzrosły, ale to raczej głównie efekt projektów dużych firm, np. w energetyce. Pozostałe przedsiębiorstwa, jeśli już inwestują, to raczej w projekty o jednostkowo małej wartości, zorientowane na unowocześnienie i modernizację posiadanego już majątku produkcyjnego – mówi ekonomista Banku Millennium. I dodaje, że tego typu przedsięwzięcia raczej nie zwiększają mocy wytwórczych w firmach. Z drugiej strony wykorzystanie potencjału jest już wysokie, przedsiębiorcy teoretycznie powinni go zwiększać – ale tu barierą może być rosnąca niepewność w gospodarce europejskiej, a w szczególności w niemieckiej, związana z pogorszeniem koniunktury w Chinach czy ostatnią aferą Volkswagena.

Inny pogląd w tej sprawie ma Piotr Bielski, ekonomista BZ WBK. Według niego gromadzenie przez firmy zaskórniaków w bankach wcale nie musi być oznaką strachu przedsiębiorców przed podejmowaniem ryzyka.

– Zwracam uwagę, że w tych samych danych NBP widać wyraźny wzrost kredytów przedsiębiorstw, on jest najsilniejszy od początku roku [wzrost o 8,3 proc. r./r. – red]. Co prawda nie mamy jeszcze informacji o strukturze tych kredytów, ale z danych z poprzednich miesięcy wynika, że rosną zwłaszcza kredyty inwestycyjne. A więc negatywnych sygnałów ze strony sektora przedsiębiorstw nie widać. Wręcz odwrotnie – ocenia Bielski.

Według niego przyrost firmowych lokat może być oznaką siły przedsiębiorstw, skoro stać je na chomikowanie nadwyżek finansowych w bankach i na wydatki inwestycyjne. Wzrost inwestycji w II kw. o 6,4 proc. – choć wyraźnie mniejszy niż w I kw. (11,4 proc.) – trudno uznać za oznakę gospodarczego spowolnienia.

– Tę siłę przedsiębiorstw widać także na rynku pracy, mamy przecież spadek bezrobocia do poziomów zbliżonych do rekordowo niskich. To również pochodna prorozwojowych działań firm – mówi ekonomista BZ WBK.

Jego zdaniem można się za to zastanawiać, czy przedsiębiorcy – zamiast akumulować środki – nie powinni zwiększać wynagrodzeń.

– Ten moment się zbliża: bezrobocie spada, wolnych rąk do pracy jest coraz mniej, a inwestycje nie słabną. W III kw. wzrosły zapewne o ok. 6 proc. To nie jest tak dużo jak w I kw., ale nadal przyzwoicie – podkreśla Piotr Bielski. 

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.