Firmy transportowe przerzucą koszty e-myta na kontrahentów, a ci na konsumentów. Jako pierwsze zdrożeć powinny mąka, cukier, oleje i tłuszcze. Transportowcy chcą, aby nowe opłaty mogli wyodrębnić na fakturze. Rząd nie mówi „nie”.
Przewoźnicy zabiegają w rządzie o możliwość wydzielenia na fakturze kosztów wynikających z elektronicznej opłaty drogowej. Na tej podstawie przewoźnik, podpisując umowę z kontrahentem, mógłby się od niego domagać pokrycia kosztów e-myta. Pierwsze spotkanie na ten temat, na którym obecny był wiceminister infrastruktury Radosław Stępień, odbyło się już w styczniu. Wtedy jednak do żadnych ustaleń nie doszło, gdyż nie było jeszcze określonych stawek e-myta.
Teraz spełnienie postulatów przewoźników wydaje się coraz bardziej realne. Pomysł podoba się rządowi. – Ministerstwo Infrastruktury popiera tę inicjatywę – mówi rzecznik resortu infrastruktury Mikołaj Karpiński. Zielone światło dało też Ministerstwo Finansów, które w opinii skierowanej do Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Transportu Drogowego stwierdziło, że „nie ma formalnych przeszkód, aby na fakturze wyszczególniono inne dane, np. informacje o koszcie przejazdu odcinkami dróg objętych elektronicznym poborem opłat”.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.