Unia nie pójdzie nam na rękę i nie zgodzi się na inne liczenie długu. Dla polskiego rządu to dyplomatyczna porażka, bo przez ostatnie tygodnie wysyłał sygnały, że jednak jest szansa, by środki zgromadzone w OFE były traktowane jako element finansów publicznych. Mieliśmy nawet ośmiu sojuszników i poparcie Hermana Van Rompuya, przewodniczącego Rady Europejskiej.
To jednak nie sojusznicy tacy jak Litwa, Łotwa czy Słowenia decydują o tym, jak się w Unii liczy pieniądze. Warunki dyktują najwięksi płatnicy. A ci nie chcą „liczyć inaczej naszego długu”. Zresztą już ten zwrot budzi wątpliwości. Bo jakkolwiek by dług liczyć, pozostaje taki sam.
Porażka rządu nie musi nas jednak martwić. Twarde stanowisko UE w rzeczywistości chroni Polskę przed greckim scenariuszem i sprowadza na ziemię polskich polityków. Oznacza, że w najbliższym czasie nie mamy szans spełnić kryteriów z Maastricht, czyli nie tylko możemy sobie na razie wybić z głowy wejście do strefy euro, ale też narażamy się na kary za zbyt wysoki deficyt.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.