Nawet jeśli Ameryka uniknie w sierpniu niewypłacalności, widmo bankructwa Waszyngtonu nie zniknie. Konieczne są trudne reformy, tylko nikt nie ma odwagi ich przeprowadzić
Niewypłacalność Ameryki – jeszcze do niedawna taki scenariusz wydawał się tak mało realny, że inwestorzy nie brali go w ogóle pod uwagę. Dziś wielu z nich na gwałt próbuje odgadnąć, co się stanie, jeśli po raz pierwszy w historii największa gospodarka świata faktycznie zbankrutuje. Choć w Kongresie trwa walka między Republikanami a Demokratami, której końca wciąż nie widać, a której stawką jest sposób walki z zadłużeniem (cięcia wydatków czy podniesienie podatków), zapewne w ostatniej chwili zostanie przyjęte kompromisowe rozwiązanie. Przyniesie ono jednak USA co najwyżej krótką chwilę wytchnienia. Dług będzie narastał, groźba niewypłacalności nie zniknie, a na dodatek agencje ratingowe już dziś grożą, że bez wypracowania długofalowej strategii zmniejszenia wewnętrznego zadłużenia i tak odbiorą Ameryce najwyższy poziom wiarygodności kredytowej.
Waszyngton już wielokrotnie przerabiał scenariusz, w którym Kongres nie zdołał na czas uchwalić budżetu (ostatni raz za prezydentury Billa Clintona). W tym przypadku przepisy określają sposób działania państwa. Do pracy przychodzą tylko ci urzędnicy federalni, których zadania są kluczowe dla funkcjonowania kraju: straż graniczna, agenci CIA czy wojsko. Inni opłacani przez rząd pozostają w domu. Jednak sytuacji, w której rząd jest niewypłacalny wobec zagranicznych wierzycieli, jeszcze nie było.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.