Autopromocja

Skiba: W całym roku możemy mieć wzrost poniżej trzech procent PKB [WYWIAD]

Leszek Skiba
Leszek Skiba, podsekretarz w Ministerstwie FinansówMedia / materialy prasowe
1 grudnia 2016

- Nasza sytuacja nie jest unikalna. Ten sam problem mają wszystkie kraje, które są beneficjentami netto funduszy unijnych - uważa Leszek Skiba, podsekretarz w Ministerstwie Finansów.

Prognozy ekonomistów wskazują, że wzrost PKB w IV kwartale może wynieść 2,4 proc. Matematyczne zaś ułożenie wzrostu w ujęciu kw./kw. z poprzednich trzech wskazuje, że wyhamowanie wzrostu poniżej 2,5 proc. pod koniec roku jest możliwe w zasadzie tylko teoretycznie.

Wszystko zależy od tego, o ile wzrośnie PKB w IV kwartale w stosunku do III kwartału.

Żeby wzrost PKB liczony rok do roku wyniósł w IV kwartale 2 proc. kwartalnie, gospodarka musiałaby rosnąć poniżej 1,0 proc. kw./kw.

Gospodarka w ostatnich latach kwartalnie rozwija się w tempie 0,8-0,9 proc., ale możliwe jest odbicie po słabszym III kwartale br.

Jeśli popatrzymy na wskaźnik nastrojów przedsiębiorców PMI z gospodarki niemieckiej, to one są obiecujące. Co daje nadzieję na przyspieszenie dynamiki eksportu, a popyt zewnętrzny może wesprzeć tempo wzrostu PKB w IV kwartale.

Mamy zbieg różnych okoliczności, które negatywnie wpływają na wzrost gospodarczy: problemy z inwestycjami czy też zastanawiające zachowania konsumenckie.

Bardzo wolno rozkręca się wykorzystanie środków unijnych z nowej perspektywy finansowej. Doświadczenia zdobyte przy finansowaniu z poprzedniego budżetu UE nie zawsze są przydatne przy staraniach o nowe środki. Wszyscy się uczą nowych procedur. Widzimy głęboki spadek inwestycji publicznych. Na przykład samorządy nie korzystają ze środków europejskich, mają zaskakująco dużą nadwyżkę w budżetach. Duża część publicznych przedsiębiorstw też jeszcze stoi w blokach i wstrzymuje projekty. Na tym tle sektor prywatny wygląda dobrze, tam inwestycje są na plusie.

No tak, ale to by oznaczało, że nie ma ekonomicznych problemów, które hamowałyby inwestycje.

Na przykład takich jak słaby popyt. Gdyby tak było, wykorzystanie mocy produkcyjnych w przedsiębiorstwach byłoby niższe i prowadziło do rezygnacji z inwestycji. W Polsce mamy sytuację odwrotną. Wykorzystanie mocy produkcyjnych jest na wysokim poziomie, co powinno być bodźcem do inwestowania. Średnia tego wskaźnika w 2016 r. jest tak wysoka, że jedynie 2008 r. był lepszy za sprawą rozkręconej gospodarki tuż przed bankructwem Lehman Brothers. Mówimy więc o prawie historycznym rekordzie w 2016 r. Wniosek jest taki, że nie mamy problemów z popytem. Nasz problem to słabe wykorzystywanie funduszy europejskich.

To zjawisko strukturalne polegające na przechodzeniu od inwestycji w kapitał produkcyjny na rzecz zwiększania zatrudnienia, ale nie dzieje się z miesiąca na miesiąc, więc trudno w ten sposób wyjaśnić ostatnie zmiany.

Oczywiście, ale z tą teorią jest problem: mianowicie rosną koszty pracy, choćby przez wzrost płacy minimalnej. To powinno przedsiębiorców raczej mobilizować do inwestycji, np. w maszyny, by zwiększyć wydajność i zastępować pracę kapitałem.

Nie wierzę w takie zachowania przedsiębiorców. Cała masa badań robionych po ostatnim kryzysie pokazuje, że stosunek przedsiębiorców do pracowników radykalnie się zmienił w porównaniu np. ze spowolnieniem z początku poprzedniej dekady. Wtedy najprostszym posunięciem były zwolnienia. Firmy miały potem duże problemy, by zatrudnienie odbudować, i w czasie ostatniego kryzysu mieliśmy zjawisko „chomikowania” pracy. Głębokie i szybkie zmiany w poziomie zatrudnienia są więc dziś mniej prawdopodobne. Przedsiębiorca będzie się długo zastanawiał, nim kogoś zwolni, ale też długo będzie trwał proces zatrudniania. Dlatego zmiany w inwestycjach w małym stopniu można tłumaczyć wzrostem zatrudnienia, bo spadek w inwestycjach jest zbyt głęboki.

Pewnie wtedy, gdy „klienci” Ministerstwa Rozwoju będą gotowi, by skorzystać z programów wsparcia i programów operacyjnych nadzorowanych przez województwa. Wszystko jest gotowe. Pierwsza połowa 2017 r. – wtedy pewnie inwestycje odbiją.

Gdy rośnie konsumpcja, to wspiera ona w pewnym stopniu popyt na dobra importowane. Można powiedzieć, że ubocznym efektem programu jest jakiś wzrost importu.

Dane z GUS za III kwartał pokazują, że eksport się obniżył, ale prawdopodobnie wpływ na to miały czynniki zewnętrzne: słabsze wyniki gospodarcze u naszych zachodnioeuropejskich partnerów. Wzrost PKB w Niemczech w ujęciu kwartalnym był dosyć słaby i wyniósł 0,2 proc. kw./kw. Dane za pierwszą połowę 2016 r. pokazują, że polski eksport rośnie szybko, prawie 10 proc. r./r., a import nieznacznie szybciej.

Pomimo dobrych danych percepcja ryzyka globalnego ciągle jest wysoka, wynika z obawy o perspektywy gospodarki chińskiej, niejasności co do polityki pieniężnej i fiskalnej w USA, do tego dochodzi brexit i dyskusja w UE na temat kondycji sektora bankowego. Utrzymuje się pewien poziom niepewności, co sprawia, że gospodarka globalna nie rozwija się tak szybko, jak byśmy chcieli. Co może przełożyć się na poziom popytu i wielkość zamówień eksportowych.

Bo dochód do dyspozycji gospodarstw domowych rośnie, około 40 proc. tego wzrostu generuje program „Rodzina 500 plus”. Pieniądze do wydawania na konsumpcję są, nie widać za bardzo, żeby były oszczędzane w istotnie większej proporcji. A w danych o sprzedaży detalicznej nie widać istotnego przyspieszenia konsumpcji. Najprawdopodobniej te dodatkowe środki z 500+ chętniej przeznaczają na nowe usługi niż towary. Najważniejsze jest to, że odczyt za III kwartał pokazuje, iż konsumpcja wzrosła o 1,4 proc. kw./kw., czyli całkiem dobrze, bo to tempo jest równoznaczne z prawie 6 proc. w ujęciu rocznym.

Mało prawdopodobne, by było tak nisko. Gdyby się okazało, że te niższe wskaźniki przekładają się na wzrost podatków, to mielibyśmy zmartwienie, ale nie mamy. Dynamika wpływów z VAT i innych podatków jest całkiem dobra. Dane za październik czy sygnały o wpływach, jakie będą za listopad, pokazują, że jest dobrze. Wzrost wpływów podatkowych utrzymuje się na wysokim poziomie, są one o co najmniej 7 proc. wyższe niż w poprzednim roku.

Obok konsumpcji, która rzeczywiście jest obecnie najsilniejszym motorem wzrostu, nie ma co narzekać na eksport, a i inwestycje niezwiązane ze środkami europejskimi mają szanse na przyspieszenie. Oczywiście czekamy również na lepsze wykorzystanie funduszy europejskich.

Warto mieć pełny obraz. Dochody podatkowe bardzo dobrze rosną. Mamy wolniejszy wzrost, który wynika z problemów ze startem nowej perspektywy finansowej UE. Liczymy, że te przyczyny obecnego wolniejszego tempa wzrostu gospodarczego w pierwszej połowie 2017 r. przestaną działać i szybszy wzrost powróci w przyszłym roku. Nawet jeśli spojrzymy na prognozy instytucji spoza Polski, to one nadal utrzymują prognozę wzrostu PKB w 2017 r. na poziomie powyżej 3 proc., w granicach 3,2–3,6 proc. Nikt nie zapowiada, że wzrost polskiego PKB w 2017 r. wyniesie poniżej 3 proc. Rynek też rozumie, że to przejściowe kłopoty, nie tylko zresztą nasze. Widać je w całym regionie. Problem z wystartowaniem mają Węgry i inne kraje Europy Środowej. Nasza sytuacja nie jest unikalna, ten sam problem mają wszystkie kraje, które są beneficjentami netto funduszy unijnych.

Jeśli w ostatnim kwartale będzie nawet to słabe 2 proc., to w całym roku może być poniżej 3 proc. PKB. Ale nie martwi nas to, bo rosną dochody podatkowe.

Nie, mocniejszy wzrost PKB w IV kw. 2016 r. wesprze tempo wzrostu w 2017 r. poprzez efekt carry over, podnosząc poziom startowy PKB w I kwartale 2017 r. Potem zaś gospodarka powinna rozwijać się nieznacznie szybciej niż to dotychczasowe średnie 0,8–0,9 proc. kwartał do kwartału. 

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.