Najpierw Rada Dialogu Społecznego ustaliła, że minimalna płaca godzinowa będzie wynosiła 12 zł. Teraz rząd dorzucił jeszcze złotówkę. Wywołując lawinę oburzenia po stronie ekonomicznych liberałów. Niesłuszną. Bo dlaczego tylko 13 zł, a nie 20? Albo od razu 100 zł za godzinę – ironizują. Przedstawiają też cały zestaw „betonowych” argumentów: podwyższenie płacy minimalnej zredukuje zatrudnienie, powiększy szarą strefę i podwyższy barierę wejścia na rynek dla młodych. Nic nowego. Te same frazesy powtarzane są od lat. Niezależnie od fazy cyklu koniunkturalnego czy szerokości geograficznej. Liczy się wykuty na blachę neoliberalny dogmat, że płace trzeba trzymać w ryzach, bo tak chce rynek.
Może by tak jednak sięgnąć do badań? Na przykład do opublikowanego w czerwcu raportu Międzynarodowego Funduszu Walutowego? Koncentruje się on na sprawdzeniu skutków wprowadzenia i zdecydowanego podwyższania płacy minimalnej w krajach Europy Środkowo-Wschodniej w ciągu ostatniej dekady. Tak było również w Polsce. W 2005 r. płaca minimalna wynosiła u nas ok. 35 proc. średniego wynagrodzenia, obecnie podskoczyła do 44 proc. Oznacza to, że w omawianym okresie ustawowa płaca minimalna rosła szybciej niż produktywność. I nie byliśmy na tle reszty regionu pod tym względem szczególnie wyjątkowi. Dla porządku dodać należy, że cały czas mówimy tu o płacy ustawowej. Czyli tej, która aż do PiS-owskiego projektu godzinowej stawki minimalnej nie dotyczyła szerokich rzesz pracowników zatrudnionych na podstawie umów cywilnych. Co, patrząc na rynek pracy tak uśmieciowiony jak nasz, każe trochę tonować zachwyt, jak to ładnie zatroszczono się u nas o najsłabiej zarabiających.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.