Meksykanin Carlos Slim uważa, że promowana przez jego kolegów miliarderów filantropia to czysty absurd. Woli wspierać małe i średnie firmy. „Bogactwo jest jak sad. Pomnażaj owoce, nie gałęzie” – głosi
Meksykanin Carlos Slim nie lubi mówić o swoim bogactwie i o tym, w jaki sposób się nim dzieli. Wiadomo, że najbogatszy człowiek świata – którego majątek stanowi wartość 5 proc. rocznej produkcji kraju – nie rozdaje pieniędzy, bo dla niego taka dobroczynność to czyste marnotrawstwo. Zamiast tego działa. Walczy z głodem w Ameryce Południowej, próbując pobudzić przedsiębiorczość, bo twierdzi, że to prywatna inicjatywa jest kluczem do wyrwania się z biedy.
Dlatego Slim nie przyłączył się do inicjatywy Billa Gatesa oraz Warrena E. Buffeta, którzy namawiają już nie tylko amerykańskich superbogaczy, lecz także miliarderów z całego świata do przekazania na dobroczynność co najmniej połowy majątku. – Absurdalny pomysł. W moim przekonaniu biedy i głodu nie można pokonać filantropią, bo ona nie dociera do przyczyn problemu. Można to zrobić, inwestując w opiekę zdrowotną, edukację, a przede wszystkim w zachęcanie do tworzenia własnego biznesu. To, co robi ta dwójka, to zabawa w Świętego Mikołaja – powiedział kilkanaście dni temu, komentując dzieło założyciela Microsoftu i legendarnego inwestora giełdowego.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.