Podróż własnym samochodem do pracy kosztuje kilkakrotnie razy więcej niż autobusem. Mimo to taki dojazd wybiera ponad 30 proc. pracowników.
Połowa Polaków do pracy dojeżdża komunikacją miejską. Decydują o tym koszty, które są kilkakrotnie niższe niż codzienne podróże własnym samochodem. Własnym autem jedzie do firmy 34 proc. polskich pracowników. Tak wynika z analiz firmy badawczej Euro RSCG. Pozostali wybierają bardziej ekonomiczne możliwości – 10 proc. chodzi do pracy pieszo, a 6 proc. jeździ na rowerze.
W innych krajach najpopularniejszym sposobem dojazdu do pracy jest samochód. We Francji, Wielkiej Brytanii oraz Niemczech autem dociera do niej połowa obywateli. W Stanach Zjednoczonych jest to aż 80 proc. Co ciekawe, co piąty Niemiec i Hiszpan dociera jednak codziennie do firmy piechotą.
Jeśli pod względem komunikacji Polska będzie zbliżać się do standardów zachodnich, do pracy będziemy musieli wstawać wcześniej. A to dlatego, że za korki na drogach w dużej mierze odpowiadają jednoosobowe dojazdy do firmy własnym autem. Aby temu zapobiec, pracownicy większych korporacji, którzy mieszkają w tych samych okolicach, podwożą się do niej.
1: tak i siak z IP: 83.11.228.* (2011-08-10 07:11)
Ciekawe ile procent stanowią samochody służbowe i, ryczałt za ewentualne dojazdy własnym środkiem lokomocji? Może nie procent, lecz suma wydawana
z budżetu państwa, czyli podatków. Hę?
2: sołtys z IP: 62.87.254.* (2011-08-10 07:51)
zmojej wsi nawet wózem drabiniastym nie wyjedziesz,zlikwidowano wszelkie środki transportu, autobusy przez 60 lat woziły ludzi do pracy,lekarza czy adm. państwowej do miasta oddalonego 19 km -bo się nie opłaca.Przystanki PKS popadły w ruinę,smród i brud. Dziennikarzyna z osikanym pampersem wypisuje bzdury nie mając pojęcia co się dzieje na prowincjach. Starszym ludziom w głowie się nie mieści,zagryzają wargi ze złosci, że DZISIAJ nie ma czy podjechać do gminy(8km).
W jakim kraju my żyjemy???

Tomasz Jodłowiec, Kamil Glik i Michał Kucharczyk nie zagrają w mistrzostwach Europy w Polsce i na Ukrainie. Selekcjoner Franciszek Smuda zredukował listę powołanych piłkarzy do 23 nazwisk.