Kohl był w szoku, Thatcher nie chciała słyszeć o zjednoczeniu, a Gorbaczow bał się rozlewu krwi - mówi nam jeden z bohaterów tamtych zdarzeń
Publikacja: 7 listopada 2009, 03:00 Aktualizacja: 7 listopada 2009, 07:28
To mało powiedziane. Helmut Kohl napisał w swoich wspomnieniach, że tak lodowata atmosfera jak podczas szczytu EWG w Strasburgu w grudniu 1989 r. nie otaczała go nigdy wcześniej.
To prawda. Mitterand bał się, że zjednoczone Niemcy będą większe i silniejsze niż Francja. Więc albo w ogóle pójdą własną drogą i nie będą już miały ochoty uczestniczyć w kosztownym dla nich projekcie europejskim, albo zdominują Paryż w ramach EWG. Margaret Thatcher była tak czy owak przeciw. Popierał ją holenderski premier, a szef włoskiego rządu obawiał się, że zjednoczone Niemcy wyjdą z NATO.
Jak udało wam się obłaskawić Gorbaczowa?
On dostrzegł, że nie jest w stanie zatrzymać procesu przemian w Europie. Zimą próbował jeszcze przejąć inicjatywę, wzywając do Moskwy premiera NRD Hansa Modrowa. Okazało się wtedy jednak, że nawet enerdowscy komuniści chcą zjednoczenia. Gorbaczow nie miał pola do manewru poza środkami militarnymi. To, że ich nie użył, jest jego wielką zasługą.
Jaką rolę w przełamywaniu oporów odegrała pomoc gospodarcza, jakiej RFN udzieliło Związkowi Radzieckiemu?
Wtedy nie szło o to. Oczywiście byliśmy zainteresowani stabilizowaniem władzy Gorbaczowa. Kohl już w czerwcu 1989 r. spytał go w Bonn: jak możemy wam pomóc? I pomagaliśmy. W lutym 1990 r. dostarczyliśmy im żywność za 240 mln marek. Później też stosowaliśmy zachęty finansowe: np. oferowaliśmy pomoc w wycofaniu wojsk sowieckich z NRD. Pomogliśmy w budowie osiedli dla powracających z NRD żołnierzy. W sumie to były wydatki rzędu 15 mld marek, a więc nie taka znowu oszałamiająca suma. Ale teza, że kupiliśmy sobie zjednoczenie Niemiec, jest po prostu nieprawdziwa.
Warszawę zaniepokoiło wtedy, że kwestia uznania granicy na Odrze i Nysie nie znalazła się w 10-punktowym planie Kohla. Czy był to gest obliczony na niedrażnienie środowisk wypędzonych, które odgrywały znaczącą rolę w chadeckim elektoracie?
Kohl miał interes w tym, żeby mieć za sobą możliwie szerokie poparcie różnych środowisk w samych Niemczech. To się udało. Od początku jednak zapewnialiśmy Polaków, że istnieje wola ostatecznego uregulowania sprawy granic i wzajemnych stosunków. Odpowiednie układy, które obowiązują do dziś, zaczęliśmy negocjować jeszcze przed zjednoczeniem. Ale ratyfikować mógł je dopiero wspólny niemiecki parlament. Polskie obawy i pretensje akceptuję, ale były one nieuzasadnione. Powiedziałem to zresztą Mazowieckiemu w rozmowie w cztery oczy. Rozumiem, że nasi polscy przyjaciele zawsze byli wobec nas podejrzliwi i uważali, że nie potrafimy dotrzymać słowa. Osobiście twierdzę, że to niezbyt fair.
Mur berliński dzielił miasto, Niemcy i Europę przez 28 lat. Enerdowscy komuniści nazywali go „antykapitalistyczną redutą”. W rzeczywistości miał zahamować fale masowych ucieczek obyweteli NRD do Niemiec Zachodnich. Mimo represji enerdowcy próbowali forsować go na przeróżne sposoby: stosując podkop, skok o tyczce czy lot balonem. Ucieczka udała się około 5 tys. osób. Dla ponad 200 zokończyła się śmiercią. Po zjednoczeniu Niemiec mur nie zniknął w całości. Dzięki oddolnej akcji grupy malarzy anarchistów do dziś w dzielnicy Friedrichshein można oglądać ostatni ponadkilkumetrowy kawałek pokryty ponad setką murali z najsłynnejszym pocałunkiem Breżniewa i Honeckera na czele.
*Horst Teltschik, najbliższy współpracownik i doradca kanclerza Helmuta Kohla, odgrywał kluczową rolę w czasie negocjacji nad zjednoczeniem Niemiec
źródło:
Dziennik Gazeta Prawna
1: Europę na pół??? z IP: 89.79.116.* (2009-11-08 11:33)
Chyba Berlin??
2: realista z IP: 83.168.86.* (2009-11-08 21:17)
Ogromna tragedia dla milionów ludzi ! Zapanowali burżuje, bezdomni, bezrobotni,biedacy, Natomiast dziennikarze , politycy, rząd , burżuje kościół to jedna uciskająca klika. Mam nadzieję, że ludzie się obudza i będzie przewrót i będzie jak25 lat temu prawdziwe szczęśliwe życie !!!

W Watykanie panuje wstrząs z powodu aresztowania papieskiego kamerdynera pod zarzutem kradzieży poufnych dokumentów. Skandal porównywany jest do tych z książek Dana Browna.