"Nikt z nas by tam nie pojechał", gdybyśmy tylko znali prawdę o tym kraju - oświadczyła Eiko Kawasaki, która spędziła w Korei Północnej 43 lata, nim stamtąd uciekła w 2003 roku. 79-latka twierdzi, że władze w Pjongjangu obiecywały darmową opiekę zdrowotną, edukację, pracę i inne korzyści, jednak żadna z tych obietnic nie została spełniona.

Powodzi to czworo etnicznych Koreańczyków i jedna Japonka. Reprezentujący ich adwokat Kenji Fukuda wyjaśnił, że złożenie przez nich zeznań stało się możliwe po tym, gdy sąd okręgowy w Tokio w sierpniu zgodził się wezwać przywódcę Korei Północnej Kim Dzong Una.

Reklama

Pozywający nie oczekują, że północnokoreański przywódca rzeczywiście im zapłaci, jednak Fukuda uważa, że sprawa może podziałać jako precedens w przyszłych rozprawach dotyczących dochodzenia odpowiedzialności Korei Północnej. Prawnik liczy też, że sprawa pomoże w normalizacji stosunków międzypaństwowych pomiędzy tymi dwoma państwami - podaje AP.

W latach 1959-1984 Korea Północna prowadziła duży program przesiedleńczy, mający na celu sprowadzenie jak największej liczby Koreańczyków do kraju pochodzenia, by zapełnić straty po wojnie koreańskiej z lat 1950-1953 - przypomina AP.

Piątka "oszukanych" przez Koreę Północną wniosła sprawę do sądu w 2018 roku. Żądają od rządzącego krajem Kima Dzong Una zadośćuczynienia w wysokości 100 mln jenów (około 3,5 mln dolarów).