Rosyjski pocisk spadł na Lubelszczyznę. Stanowcza reakcja NATO. „Podejmiemy wszelkie środki”

NATO
NATO stanowczo zareagowało na incydent z rosyjskim pociskiem na Lubelszczyźnie. „Jesteśmy w kontakcie”Shutterstock
34 minut temu

Mocna reakcja NATO po tym, jak rosyjski pocisk spadł na Lubelszczyźnie. - Podejmiemy wszelkie środki w celu obrony naszego terytorium - przekazał w czwartek rzecznik Naczelnego Dowództwa Sojuszniczych Sił w Europie (SHAPE), pułkownik Martin O'Donnell. Od początku rosyjskiej wojny z Ukrainą w lutym 2022 r. przestrzeń powietrzna państw członkowskich była wielokrotnie naruszana. Do Turcji, Rumunii, Polski i państw nadbałtyckich wlatywały drony, a nawet pociski manewrujące.

Rzecznik dodał, że w odpowiedzi na naruszenie przez rosyjskie siły polskiej przestrzeni powietrznej, NATO i Polska uruchomiły swoje systemy obrony powietrznej i lądowej.

- Po wtargnięciu do polskiej przestrzeni powietrznej rosyjskiego pocisku nieustalonego dotąd typu, który następnie spadł na terytorium Polski, NATO i Polska uruchomiły środki obrony powietrznej i naziemnej. Pocisk był jednym z wielu użytych przez Rosję podczas nocnego zmasowanego ataku na Ukrainę - oświadczył O'Donnell.

Martin O'Donnell dodał, że w odpowiedzi poderwane zostały jednostki natowskie: dwa myśliwce NATO - polskie F-16 - a także samolot tankowania powietrznego Airbus A330 należący do wielonarodowej jednostki NATO Multinational Multi-Role Tanker Transport Unit (MMU), polski samolot wczesnego ostrzegania Saab 340 AEW oraz polski śmigłowiec Mi-24.

Podkreślił, że NATO pozostaje w ścisłym kontakcie z polskimi władzami, a naczelny dowódca sił sojuszniczych NATO w Europie (SACEUR), generał Alexus G. Grynkewich, rozmawiał już w czwartek rano z szefem Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, generałem Wiesławem Kukułą, na temat reakcji NATO i Polski na ten incydent.

Rzecznik zapewnił, że wydarzenie jest nadal przedmiotem dochodzenia ze strony NATO. Dodał też, że siły sojusznicze NATO w Europie zapewniły, że nadal będą podejmować wszelkie niezbędne środki w celu obrony terytorium NATO.

Co się wydarzyło na Lubelszczyźnie? Premier Tusk zabrał głos

W nocy ze środy na czwartek w pobliżu wsi Tarnawa-Kolonia w woj. lubelskim spadł, najprawdopodobniej rosyjski, pocisk Ch-101. W tym samym czasie narodowe, jak i sojusznicze systemy rozpoznania wykryły intensywną aktywność bojową lotnictwa dalekiego zasięgu Federacji Rosyjskiej w zachodniej części Ukrainy. Z powodu rosyjskich ataków lotniczych na Ukrainę w Lublinie oraz w kilku innych rejonach województwa lubelskiego uruchomiony został w nocy system wczesnego ostrzegania. Premier Donald Tusk poinformował, że nie ma żadnych powodów sądzić, aby celem tego pocisku miała być Polska.

Od początku pełnoskalowej wojny dochodziło wielokrotnie do naruszeń polskiej przestrzeni powietrznej, w związku ze zmasowanymi, rosyjskimi atakami rakietowymi na zachodnią Ukrainę. 15 listopad 2022 r. ukraiński pocisk obrony przeciwlotniczej uderzył w suszarnię zbóż w przygranicznej wsi Przewodów, w wyniku czego zginęło dwóch Polaków. Do największego zmasowanego naruszenia przestrzeni polskiego nieba doszło w nocy z 9 na 10 września 2025 r., kiedy to wleciała jednocześnie grupa ponad 20 dronów uderzeniowych. Cześć z nich zostało skutecznie zestrzelonych.

Chorwacja była jednym z pierwszych państwa na celowniku

Jako pierwsze naruszenie przestrzeni państw NATO uznaje się rozbicie radzieckiego drona rozpoznawczego w stolicy Chorwacji, Zagrzebiu, do którego doszło 10 marca 2022 r., 16 dni od rozpoczęcia pełnoskalowej agresji Rosji w Ukrainie. Bezzałogowiec Tu-141 przenosił bombę lotniczą, która eksplodowała po uderzeniu w ziemię. W wyniku tego zdarzenia doszło do uszkodzenia 96 pojazdów, nikt nie został ranny. Dron nie został przechwycony przez radary ani zestrzelony przez obronę powietrzną, choć trajektoria jego lotu wskazywała, że pokonał on terytorium Rumunii, Węgier i Chorwacji.

W oficjalnym raporcie chorwackich organów ścigania opublikowanym w kwietniu 2022 r. nie ujawniono jednoznacznie do którego państwa należała maszyna. Sprawę uznano za wypadek i błąd nawigacji, a nie celowy atak.

Terytorium Rumunii, szczególnie w delcie Dunaju oraz w pobliżu ukraińskich portów Izmaił i Reni, było wielokrotnie naruszane przez m.in. rosyjskie drony typu Shahed, a także ich odłamki. W marcu 2022 r. w północnej części kraju odnaleziono szczątki bezzałogowego samolotu rozpoznawczego Orłan-10. Wówczas uznano ten incydent jako odosobniony błąd nawigacyjny. Od tego czasu władze potwierdziły 33 wtargnięcia dronów oraz ok. 50 upadków ich szczątków strąconych przez ukraińską obronę – poinformowało w poniedziałek rumuńskie MON. Według ministerstwa aż 18 z tych naruszeń miało miejsce w samym 2026 r.

Między 24 do 26 lipca rumuńskie siły powietrzne, wspierane przez włoskie Eurofightery w ramach misji NATO Air Policing, zestrzeliły trzy drony wojskowe typu Shahed. Wszystkie trzy misje bojowe zostały wykonane przez pilotów myśliwców F-16. Reakcja ta była możliwa dzięki ustawie przyjętej przez rumuński parlament w 2025 r., która zezwala na niszczenie obiektów, które naruszają przestrzeń powietrzną kraju w czasie pokoju. W analizę opublikowanej w czwartek przez Polski Instytut Spraw Międzynarodowych (PISM) wskazano także, że „decyzja o strąceniu wynikała najpewniej z obawy władz przed powtórnymi zarzutami ze strony społeczeństwa o bierność – w maju br. armia nie podjęła próby zestrzelenia drona, który spadł na blok w 300-tysięcznym Gałaczu, raniąc dwie osoby”.

Wojskowe drony wkraczały także w przestrzeń powietrzną Estonii, Łotwy i Litwy. Według niezależnego rosyjskiego portalu informacyjnego „Novaya Gezeta Europe” od początku 2025 r. do maja 2026 r. doszło do co najmniej 24 incydentów w krajach nadbałtyckich z udziałem bezzałogowców. Jak wyliczono w artykule opublikowanym 21 maja, 12 takich naruszeń miało miejsce na Łotwie, siedem na Litwie, a pięć w Estonii.

20 maja 2026 r. Litwa ogłosiła po raz pierwszy w historii najwyższy czerwony poziom zagrożenia powietrznego dla okręgu wileńskiego po zarejestrowaniu na radarach sygnału o charakterystyce wojskowego drona w pobliżu granicy z Białorusią. Służby ratunkowe i władze Wilna uruchomiły procedury kryzysowe, które bezpośrednio wpłynęły na codzienne funkcjonowanie miasta w trakcie trwania alarmu, w tym skierowanie ludności do schronów.

Dzień wcześniej, czyli 19 maja myśliwiec NATO po raz pierwszy zestrzelił drona w estońskiej przestrzeni powietrznej. Według oficjalnych komunikatów był to ukraiński bezzałogowiec lecący w stronę celów w Rosji, który stracił orientację w wyniku intensywnego rosyjskiego zagłuszania radioelektronicznego.

W grudniu 2025 r., w krótkim odstępie czasu, w tureckiej przestrzeni powietrznej wykryto cztery bezzałogowce, z czego część zidentyfikowano jako maszyny produkcji rosyjskiej. Jeden z tych dronów został zestrzelony 15 grudnia zaledwie 30 km od stolicy, Ankary. Eksperci od spraw bezpieczeństwa m.in. z niezależnego tureckiego think tanku Centrum Studiów nad Gospodarką i Polityką Zagraniczną (EDAM) wskazali, że nie była to przypadkowa utrata kontroli nad maszynami, ale skoordynowana operacja rosyjska mająca sprawdzić reakcję zintegrowanej obrony powietrznej NATO.

Naukowcy badają zjawisko naruszania przestrzeni powietrznej NATO

Prof. Frederic Lemieux z Uniwersytetu Georgetown, ekspert od spraw bezpieczeństwa, opublikował pod koniec ubiegłego roku, analizę dotyczącą naruszeń przestrzeni powietrznej NATO przez Rosję w latach 2022-2025. W jego publikacji czytamy, że w 2025 r. państwa Sojuszu Północnoatlantyckiego odnotowały 18 potwierdzonych zdarzeń, czyli trzy razy więcej niż w 2024 r. i ponad połowę wszystkich incydentów odnotowanych w ciągu czterech lat.

Badacz stwierdził, że w ciągu tego okresu zmieniła się nie tylko częstotliwość i nasilenie rosyjskich naruszeń przestrzeni powietrznej, ale także ich zasięg geograficzny. Lemieux wyliczył, że w 2022 r. naruszenia ze strony Rosji dotknęły trzech państw sojuszu, w 2024 r. ich liczba wzrosła do czterech. W jego opinii, w 2025 r. odnotowano incydenty w sześciu państwach: Rumunii, Polsce, Estonii, Litwie, Turcji i Francji. Ekspert umieścił w tym wyliczeniu incydent z udziałem pięciu niezidentyfikowanych dronów, które 4 grudnia 2025 r. przeleciały nad bazą morską Ile Longue, w pobliżu Brestu w Bretanii. W bazie tej stacjonują francuskie okręty podwodne o napędzie atomowym z pociskami balistycznymi (SNLE). Według oficjalnych wyników śledztwa nie znaleziono żadnych dowodów wiążących ten incydent z zaangażowaniem ze strony Rosji, ani innych państw.

Międzynarodowy Instytut Studiów Strategicznych (IISS) w opublikowanym 2 lipca raporcie odnotował 144 incydenty z udziałem dronów w przestrzeni powietrznej państw NATO oraz Irlandii w ciągu 18 miesięcy, między sierpniem 2024 a lutym 2026 r.

Analitycy z think tanku z siedzibą w Londynie ocenili, że „z dużym prawdopodobieństwem Rosja przeprowadzi kampanię bezzałogowych statków powietrznych nad Europą”. Zagrożenie to łączą z rosyjskimi jednostkami pływającymi oraz tzw. flotą cieni, które mają być wykorzystywane jako platformy startowe dla dronów. „Kampania bezzałogowych statków powietrznych (głównie w drugiej połowie 2025 r.) odbywała się z dużą bezkarnością w europejskiej przestrzeni powietrznej – co stanowi zarówno serię taktycznych sukcesów Kremla, jak i strategiczną porażkę sojuszniczej obrony powietrznej” – stwierdzono w raporcie IISS.

Źródło: PAP
Autopromocja
381536mega.png
381439mega.png
381542mega.png

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.