Po publikacji "DGP" na temat wylotu premier Beaty Szydło z Londynu zwrócili się do nas informatorzy, którzy przedstawili historie tego, jak chronione i transportowane były najważniejsze osoby w państwie już po 10 kwietnia 2010 roku.
Reklama

Z ich relacji wynika, że miały miejsce sytuacje, w których osoby w randze ministrów i prezydent (wówczas pełniący obowiązki prezydenta Bronisław Komorowski) nie były wystarczająco bezpieczne. To przypadki od niewłaściwego trybu korespondencji między ambasadą a organizatorem delegacji w sprawie broni, którą dysponuje BOR (takie informacje przesyła się szyfrogramem, a w tym wypadku przesłano je zwykłym faksem, co narażało je na przechwycenie przez obce służby specjalne), do niewłaściwego zabezpieczenia wiceszefa jednego z resortów siłowych pod względem zagrożeń pirotechnicznych w kraju, w którym de facto toczy się wojna.

Opowiadano nam również o przypadkach dopuszczania w otoczenie głowy państwa osób, które nie zostały sprawdzone pod kątem posiadania niebezpiecznych przedmiotów.

Więcej w czwartkowym wydaniu "Dziennika Gazety Prawnej".