Kamil Durczok: To ja określam granice, co mi przystoi, a co nie

Kamil Durczok Fot. Maksymilian Rigamonti
Kamil Durczok Fot. Maksymilian RigamontiDziennik Gazeta Prawna
27 października 2016

- Z powodu dwóch tekstów we „Wprost” nie pozwolę się zepchnąć do narożnika, w którym będę się musiał tłumaczyć z tego, czy zatrudniam więcej kobiet, czy mężczyzn? Czy ktoś się bał dołączyć do mojego zespołu, czy nie? Czy w sieci wrze, czy nie? Czy internet huczy, czy nie? Poszedłem do sądu, bo nie chciałem, by ludzie przyjęli to, co zostało napisane we „Wprost”, za prawdę - mówi Kamil Durczok w rozmowie z Magdaleną Rigamonti.

2180223-.jpg
Magdalena i Maksymilian Rigamonti

O co pani pyta?

Ja. A konkretnie moje zdrowie. I zdrowie mojej rodziny.

Ma pani złe informacje. Nie zapłaciłem żadnej agencji PR. A jeśli pani pyta o sprawy reklamowe dotyczące mojej książki, to zły adres, bo jestem jej autorem, a o całą resztę dba wydawnictwo.

Skończył się pewien czas, kiedy moje możliwości występowania w mediach były ograniczone.

Więcej nie mogę powiedzieć, bo to efekt zapisów i sposobu rozstania się z TVN.

Proszę rozumieć jak pani uważa za właściwe. Przestałem pracować w TVN, przestałem zarabiać i chyba naturalnym jest, że zacząłem organizować sobie życie zawodowe.

Dla części środowiska jestem diabłem wcielonym, dla części nie. To ich decyzja. Jestem po kilku spotkaniach z moim małym zespołem w Polsacie i mam nadzieję, że wszyscy robimy fajny projekt.

Oczywiście.

Tak twierdzi Sylwester Latkowski i jego współpracownicy. Z powodu dwóch tekstów we „Wprost” nie pozwolę się zepchnąć do narożnika, w którym będę się musiał tłumaczyć z tego, czy zatrudniam więcej kobiet, czy mężczyzn? Czy ktoś się bał dołączyć do mojego zespołu, czy nie? Czy w sieci wrze, czy nie? Czy internet huczy, czy nie? Poszedłem do sądu, bo nie chciałem, by ludzie przyjęli to, co zostało napisane we „Wprost”, za prawdę. Nie pozwolę, by ktoś szargał moje dobre imię. Jak to mówią na Śląsku – fajrant. Tyle.

A za co?

Nie pamiętam.

To było w tym samym czasie, w którym ukazały się artykuły we „Wprost”?

Oczekuje pani, że będę się odnosił do opisanej przez anonimowe źródło historyjki? Nie będę. Najwyraźniej uznałem, że ten artykuł mnie nie krzywdzi. O ile sobie przypominam, był uczciwy. Wie pani, mam dyskomfort, bo po prostu nie pamiętam tego tekstu, a chętnie bym do niego sięgnął.

Jak to się ładnie w dyplomacji mówi: ani nie potwierdzam, ani nie zaprzeczam.

Nie uznali. Zresztą ich proszę pytać. TVN to jest dla mnie rozdział zamknięty, do nikogo w tej firmie nie mam żadnych pretensji.

Nie. Nie mam pretensji, mam żal.

Tak, do nich trzech. Bo tego Szwajcara, prezesa, nigdy nie uważałem za członka zespołu. To był człowiek wynajęty, biznesmen.

Choć z Edkiem miałem najmniej zawodowego kontaktu, to znamy się od 1991 r. I tak sobie myślę, że jak na tyle lat, to jasne, że rachunki mamy wyrównane, bo ja co miesiąc dostawałem bardzo wysoką pensję. Ale na jego miejscu, tak po ludzku, wziąłbym telefon i zadzwonił do Durczoka i powiedział: stary, wokół ciebie jest fatalna atmosfera, pół Polski o tym huczy, nie możemy dalej razem pracować, ale dzięki za te 10 lat. I Edward mógł zadzwonić. I Adam też mógł zadzwonić.

Wiedzą dużo. Zawodowo prawie wszystko. I wie pani, zaprosiłem ich na otwarcie Silesionu, mojego portalu o Śląsku.

Nie odpowiedzieli.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: MAGAZYN Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.