W 2015 r. w barach szybkiej obsługi Polacy zostawili 8,8 mld zł, o 6 proc. więcej niż rok wcześniej.W ciągu pięciu lat wydatki Polaków w barach szybkiej obsługi wzrosły o 20 proc. Jak wynika z prognoz firmy badawczej PMR, dobra passa tego segmentu będzie trwać.
ikona lupy />
Fast foody powoli zdobywają rynek gastronomiczny / DGP
– Przewidujemy, że w ciągu czterech lat wydatki zwiększą się o kolejne 3 mld zł, a na koniec 2020 r. wyniosą 12 mld zł – komentuje Jarosław Frontczak, analityk PMR.
Bary szybkiej obsługi to obecnie już nie tylko najszybciej rosnący, ale i największy segment wartego niemal 25 mld zł rynku gastronomicznego. Dla porównania w restauracjach Polacy zostawiają nieco ponad 4 mld zł rocznie.
Zdaniem ekspertów do wzrostu popularności fast foodów przyczynia się wojna gigantów – na naszym rynku są to McDonald’s i AmRest – dzięki czemu przybywa miejsc, w których można zjeść. Pierwsza z firm ma 368 restauracji. Do drugiej należy ich już niemal 350 pod takimi markami jak KFC, Pizza Hut czy Burger King. W tym roku obie sieci planują dalszą ekspansję. Zachęcają do niej wyniki dotychczasowej działalności. AmRest zwiększył w 2015 r. przychody o 13,1 proc., do 3,34 mld zł, a zysk netto o ponad 240 proc., do prawie 160 mln zł. Polska to największy rynek firmy.
Do największych próbują równać mniejsi. Przykładem jest Telepizza mająca 210 restauracji. W ubiegłym roku sieć powiększyła się o siedem placówek. – W tym roku chcemy przyspieszyć rozwój. Niedługo otworzymy dwa nowe lokale. W sprawie kolejnych sześciu-siedmiu prowadzimy rozmowy – informuje Leszek Nowak ze spółki Telepizza Polska.\
Przyspiesza też pizzeria Stopiątka mająca 20 placówek. W tym roku zapowiada 10 nowych na zasadzie franczyzy. Współpracowników chce przyciągnąć milionem złotych, który przeznaczy na pożyczki na uruchomienie lokali. Spłata ma się zaczynać po tym, jak franczyzobiorca zacznie osiągać dochód z biznesu. – Zgłaszają się do nas młodzi ludzie pełni zapału, przedsiębiorczy, gotowi podjąć wyzwanie w postaci własnego biznesu. Niestety większość z nich nie dysponuje wymaganą kwotą inwestycji. Stąd pomysł, by im pomóc – mówi Marcin Ciesielski, właściciel firmy Mastergrupa, operatora sieci Stopiątka.
Jarosław Frontczak wskazuje, że do rozwoju rynku fast foodów przyczyniają się też sieci paliwowe. W zasadzie wszystkie już uzupełniły swój biznes o szybkie dania na wynos. Do tego dynamicznie rozwijają bary. Sam Orlen w 2015 r. otworzył ponad 150 kącików gastronomicznych. 40 takich miejsc stworzył Lotos.
– Wpływ na popularyzację przygotowywanego na szybko jedzenia na wynos ma też moda na mobilną gastronomię czy inaczej uliczne jedzenie. Food trucki spotkać można już niemal wszędzie, przed centrami handlowymi (w których bary szybkiej obsługi to zresztą dominujący rodzaj restauracji), przed biurowcami, na deptakach czy w kurortach – dodaje Frontczak.
Szacuje się, że po Polsce jeździ już ponad 300 tzw. gastrobusów. A będzie ich więcej, bo inwestują w nie znane marki. Przykładem jest Telepizza czy 7 Street, będąca właścicielem marki Meat & Fit.
Popularność fast foodów to również kwestia ceny. W barze szybkiej obsługi można zjeść posiłek już za kilka-kilkanaście złotych, podczas gdy w restauracji trzeba wydać na niego przynajmniej kilkadziesiąt złotych. To też ma wpływ na wzrost tego segmentu rynku.
Ale rozwój barów szybkiej obsługi ma też minusy. Według niedawno zakończonego badania WOBASZ II, koordynowanego przez Instytut Kardiologii, w czasie ostatnich 10 lat odsetek dorosłych Polaków chorujących na otyłość zwiększył się z 20 do 27 proc. To m.in. zasługa korzystania z fast foodów.
– One przyczyniają się nie tylko do otyłości, ale też do nadciśnienia, chorób jelit, w tym nowotworów. Takie jedzenie jest bowiem bogate w niezdrowe kwasy tłuszczowe trans, zawiera też akrylamid powstający podczas pieczenia czy smażenia – zauważa Hanna Stolińska-Fiedorowicz z Instytutu Żywności i Żywienia.
Sieci fastfoodowe starają się poprawić swój wizerunek, wzbogacając swoje menu o warzywa. – To jednak tylko pozorna poprawa. Nadal wśród składników pozostają ciężkie sosy na bazie majonezu czy mocno przetworzone mięso – uważa Hanna Stolińska-Fiedorowicz.