Dziennikarze i politycy lubią mówić o Polsce nieodwracalnie pękniętej na pół. Nic dziwnego – podział daje im zarobić. Sęk w tym, że jest coraz mniej prawdziwy.
Kratka z karty wyborczej, w której krzyżyk wycięto nożem, i tytuł „Znamy wynik wyborów. Polska jest podzielona jak nigdy wcześniej”. Rozpruta na styku kolorów flaga i nagłówek „Tego nie da się zszyć” – tak dwa wiodące tygodniki opinii, „Newsweek” i „Wprost”, skomentowały na swoich okładkach wyniki drugiej tury wyborów prezydenckich. Podobna narracja królowała w powyborczy poniedziałek w prasie, serwisach internetowych, komentarzach polityków.
Tezę o Polsce pękniętej na dwie części komentatorzy i dziennikarze najczęściej udowadniają, posługując się mapą preferencji wyborczych w podziale na województwa. I faktycznie, jeśli na mapie zaznaczymy jednym kolorem te regiony, w których wygrywa Prawo i Sprawiedliwość, a innym te, w których triumfuje Platforma Obywatelska, przełamanie kraju wydaje się ewidentne. Wschód należy do pierwszej partii, zachód – do drugiej, preferencje pokrywają się mniej więcej z granicami zaborów. Dawne Prusy i Austro-Węgry to Polacy zindustrializowani, bogatsi, pragmatyczni, mniej związani z Kościołem. Dawny zabór rosyjski to społeczność rolnicza, wierząca, tradycyjna. Granica – wydaje się – nie do przekroczenia.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.