Jak wyglądał finał rozmów z Wiktorem Janukowyczem o umowie stowarzyszeniowej Ukrainy z UE? Dlaczego Kijów do ostatniej chwili kłamał? Prezentujemy fragment książki „Wilki żyją poza prawem. Jak Janukowycz przegrał Ukrainę” autorstwa dziennikarzy DGP Zbigniewa Parafianowicza i Michała Potockiego, która ukaże się 22 kwietnia
W czerwcu 2013 r. w unijnych stolicach wyczuwało się już poważne zaniepokojenie sytuacją w Kijowie. Spotkaliśmy się wówczas z wiceszefem litewskiego parlamentu Petrasem Auštrevičiusem. Wilno szykowało się właśnie do objęcia przewodnictwa w Unii Europejskiej, którego kulminacją miał być szczyt Partnerstwa Wschodniego. – Z Ukrainą są pewne problemy. A jeśli nie podpiszemy teraz umowy z Kijowem, taka okazja może się długo nie powtórzyć – mówił Auštrevičius. Funkcjonowała wówczas hipoteza, że Janukowycz był ofiarą jastrzębi z jego otoczenia, jak prokurator generalny Wiktor Pszonka czy szef MSW Witalij Zacharczenko. Że poprzez sprawę Tymoszenko miał zostać wmanewrowany w bagno, które nie pozwoli mu na podpisanie umowy z Unią i pozostawi na łasce jedynego partnera, Rosji.
– Janukowycz ciągle podkreślał dumę ze swej roli w Partii Regionów. Na powierzchni grał strongmana, twardego gościa w partii i w państwie. Miał postsowiecki sposób postrzegania świata: ma być słaby system i silny człowiek na jego czele. W sumie był to wyraz słabości. Bo po co ci słabe instytucje? Dlaczego nie ufasz nikomu poza samym sobą? Przy tym wszystkim Janukowycz reprezentował typ prowincjonalnej elity. Człowieka z awansu społecznego. Jego instynkt i perspektywa były głęboko zakorzenione w Doniecku. Mimo tych wszystkich słabości to on podejmował decyzje. Silny człowiek wydawał dyspozycje słabym instytucjom – mówił w rozmowie z nami Pat Cox, były szef Parlamentu Europejskiego, który razem z Aleksandrem Kwaśniewskim z ramienia PE obserwował wówczas proces Julii Tymoszenko.