Cztery lata oficjalnego polskiego śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej nic nie wyjaśniły. Tak mówił poseł PiS Andrzej Duda w radiowej Trójce. Wczoraj zdecydowano o przedłużeniu śledztwa o kolejne pół roku.
Duda dodał, że śledztwo nic nie wyjaśni, dopóki nasz kraj nie uzyska podstawowych dowodów - wraku i czarnych skrzynek. Polityk PiS mówił też, że obecnie już nawet eksperci prokuratury mówią, że nie są bez tego w stanie wydać żadnej poważnej ekspertyzy.
Poseł powiedział także, że na pokładzie prezydenckiego samolotu doszło do wybuchu i jest co do tego przekonany. Argumentował, że o tym świadczą wypowiedzi i wyniki badań ekspertów prezentowanych przed zespołem Antoniego Macierewicza oraz na konferencji smoleńskiej. Duda zaznaczył jednak, że trudno mu w tej chwili powiedzieć co było przyczyną wybuchu i jaki materiał eksplodował.
Naczelna Prokuratura Wojskowa poinformowała wczoraj, że nadal nie dotarło do niej około 30 opinii zamówionych u biegłych. Prokuratura czeka też na realizację pomocy prawnej ze strony Rosji, w tym na zwrot wraku samolotu Tu-154 i oryginalnych rejestratorów lotu. Śledztwo, według nowego terminu, powinno zakończyć się 10 października.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu