9 kwietnia 2010 r. na pokład lecącego następnego dnia do Smoleńska Tu-154M wniesiono blisko tonę różnych urządzeń, pisze "Gazeta Polska Codziennie". Gaezta pisze też, że sprawdzanie całego Tu-154M przed odlotem 10 kwietnia 2010 r. zajęło oficerom BOR 1,5 godz.
Oficjalne pismo, do którego dotarła gazeta, określa ją jako "apteczkę techniczną ukompletowaną zgodnie z wykazem".
"GPC" dotarła do listy urządzeń, które wchodzą w skład takiej "apteczki". To blisko tona sprzętu - głównie osprzęt nawigacyjny oraz "wyposażenie lotniskowo-hangarowe".
BOR zapewnia, że przed odlotem do Smoleńska tupolew został sprawdzony pirotechnicznie. - Nie ma żadnej możliwości, żeby materiał wybuchowy, np. trotyl, był wniesiony na pokład samolotu, twierdzi rzecznik BOR Dariusz Aleksandrowicz.
"GPC" pisze, że sprawdzanie całego Tu-154M przed odlotem 10 kwietnia 2010 r. zajęło oficerom BOR 1,5 godz. - To zdecydowanie za krótko. Pozwala jedynie na, jak to określamy, organoleptyczne sprawdzenie, powiedział gazecie niewymieniony z nazwiska jeden z byłych funkcjonariuszy BOR.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu