Bezpieczne miejsce do przechowywania roweru? Nie ma takiego. Jednoślady znikają z piwnic, zamykanych na klucz garaży, klatek schodowych, mieszkań, a nawet balkonów na wysokich piętrach bloków. Znikają na potęgę, co widać nawet po policyjnych statystykach obejmujących wyłącznie zgłoszone przestępstwa. Wynika z nich, że o ile w 2007 r. w całym kraju skradziono 7 tys. rowerów, o tyle w ubiegłym już 11,5 tys. A w tym roku wzrost może być liczony nawet w dziesiątkach procent.

Choć policja jeszcze nie podliczyła kradzieży w skali całego kraju, to DGP przepytał na tę okoliczność komendy 16 największych polskich miast – i wychodzi na to, że tylko w nich w pierwszym półroczu zginęło ok. 6 tys. jednośladów.

Najwyraźniej z narastającego problemu zdał sobie sprawę nawet resort sprawiedliwości, bo przed jego główną siedzibą, w miejscu przeznaczonym na rowery, pojawiła się tabliczka: „Ministerstwo nie zapewnia ochrony pozostawionego sprzętu”.

Rosnące zainteresowanie złodziei dwoma kółkami to efekt mody na pedałowanie, która w ostatnich latach opanowała Polskę. O ile jeszcze kilka lat temu sprzedawano po niespełna 400 tys. rowerów rocznie, o tyle w ubiegłym roku nabywców znalazło już 571 tys. A w tym prawdopodobnie wzrośnie o kolejne 10 proc. Do tego dochodzi spory rynek wtórny i egzemplarze sprowadzane z zagranicy, wśród których szczególnie popularne są modne modele miejskie. Ceny renomowanych marek liczone są w tysiącach złotych. I to właśnie one są najbardziej łakomym kąskiem dla złodziei. – Wiedzą, że taki towar będzie im łatwo sprzedać – mówi Robert Opas z Komendy Stołecznej Policji, do której od początku tego roku trafiło już 1460 zgłoszeń o kradzieży. Oznacza to, że w stolicy codziennie ginie 5 – 6 jednośladów.

Rowery fot. shutterstock.com

Rowery fot. shutterstock.com

źródło: ShutterStock

Problem dotyczy głównie dużych miast. W Katowicach każdego dnia dochodzi średnio do czterech kradzieży. W Poznaniu do końca lipca zgłoszono niemal tyle samo tego typu przestępstw, ile w całym roku 2010. Rekord wzrostu pobiła jednak Bydgoszcz, gdzie od stycznia do lipca zniknęło 149 jednośladów – ponaddwukrotnie więcej niż w całym 2010 r. i o kilka więcej niż w 2011 r. A trzeba pamiętać o tym, że sezon żniw wśród złodziei cyklistów dopiero się zaczął. – Z naszych statystyk i obserwacji wynika, że w drugiej połowie roku ginie średnio o 100 rowerów więcej niż w pierwszej – wylicza sierż. sztab. Emilia Karczewska z Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku, gdzie od stycznia zgłoszono 309 kradzieży.

Cały czas mowa o oficjalnie zarejestrowanych przez policję przypadkach. Rowerów wycenionych poniżej 250 zł w statystykach w ogóle nie ma, bo w takim przypadku ich kradzież nie jest przestępstwem, tylko wykroczeniem. Dodatkowo ogromnej liczby kradzieży poszkodowani nie zgłaszają, bo nie wierzą w to, że policja je odnajdzie. I niestety mają rację. Jak przyznaje Ewa Ochocka z Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu, wykrywalność tego rodzaju przestępstw kształtuje się na poziomie zaledwie 30 proc.

Dlatego coraz częściej okradzeni zamiast na policji szukają pomocy w internecie. Fora fanów rowerów są pełne ogłoszeń o kradzieży, zdjęć jednośladów i próśb o pomoc w zlokalizowaniu sprzętu. Ofiary szukają pomocy również na Facebooku. Głośnym echem odbiła się akcja z końca marca, kiedy kilka minut po kradzieży jednośladu pewna warszawianka zamieściła zdjęcie skradzionego jej koleżance sprzętu i poprosiła o pomoc znajomych. Zdjęcie właścicielki i roweru błyskawicznie rozprzestrzeniło się po serwisie i w niecałe dwie godziny rower odnaleziono.

W większości miast policja oferuje mieszkańcom usługę rejestracji roweru. Jednośladowi podobnie jak samochodom nadawany jest unikalny numer, który trafia do policyjnych baz. Numer rejestracyjny już sam w sobie może być pewnym straszakiem na złodziei, a ponadto – jeżeli rower zaginie – łatwiej będzie go odnaleźć. To także dowód, że rower należy do nas. Zazwyczaj na usługę znakowania trzeba się wcześniej umówić na posterunku. Do rejestracji konieczne jest okazanie dowodu osobistego właściciela. Policja doradza również, aby właściciele rowerów na wypadek kradzieży mieli ich dokładne zdjęcia oraz spisane numery fabryczne.