"Nie ma mowy o tym, że wyszłam na kort z góry czując się pokonaną. Owszem wiedziałam, że losowanie mi nie sprzyjało. Byłam gotowa na ciężki mecz i on rzeczywiście taki był. Niestety w kilku ważnych momentach nie zagrałam tak jak należy, natomiast Julia ryzykowała i to jej się opłaciło" - oceniła krakowianka.

W niedzielę na kortach Wimbledonu rządził przede wszystkim deszcz. Polka swój mecz rozegrała na korcie centralnym pod zaciągniętym dachem. Jej zdaniem nie miało to jednak wpływu na grę.

"Dach nie ma znaczenia, przyznaję jednak, że nawierzchnia kortu była miejscami nierówna. Świeża, śliska trawa też sprzyjała dobrze serwującej Julii. Absolutnie jednak nie chcę, by moje słowa zostały odebrane jako tłumaczenie się. To nie była główna przyczyna porażki" - podkreśliła.

Finalistka wielkoszlemowego Wimbledonu zaznaczyła, że od początku nie wierzyła w "klątwę chorążego" i nie przytłoczyła jej dodatkowa presja.

"Tak naprawdę nie czułam się gwiazdą naszej reprezentacji, a presję czuję od paru lat tak samo dużą. To po prostu jest sport, nie zawsze się wygrywa. Mam nadzieję, że każdy to rozumie" - powiedziała.

Radwańska nie żegna się z igrzyskami. W parze z młodszą siostrą Urszulą wystąpi w grze podwójnej. Ich pierwszymi rywalkami będą Słowaczki Dominika Cibulkova i Daniela Hantuchova. Spotkanie miało się odbyć już w niedzielę, ale jego rozegranie uniemożliwił deszcz.

Podopieczna Tomasza Wiktorowskiego potwierdziła, że w parze z Marcinem Matkowskim spróbuje również swoich sił w mikście. Losowanie par odbędzie się we wtorek.

Quiz: Co wiesz o olimpiadzie w Londynie?

Rozpocznij quiz »

Sprawdź swoją wiedzę na temat igrzysk olimpijskich w Londynie.

Wszystkie quizy »