Na szczycie UE 8-9 grudnia w Brukseli Cameron zawetował takie rozwiązanie, co oznacza, że unię fiskalną określi nowy traktat, którego Londyn nie podpisze.

Wypowiadając się na spotkaniu przywódców europejskich partii liberalnych w Admiralty House w Londynie, Clegg - lider brytyjskiej partii liberalno-demokratycznej - mówił o "niepotrzebnej rywalizacji i izolacji", co odbierane jest jako aluzja do sytuacji, w której znalazł się Londyn w UE po użyciu weta.

"Nie rozwiążemy (europejskiego) kryzysu, idąc każdy swoją drogą. Zapłaciliśmy wysoką cenę, zanim zrozumieliśmy, że będąc razem jesteśmy silniejsi, a osobno - słabsi" - dodał.

Weto Camerona podzieliło koalicjantów. Clegg nie wziął udziału w posiedzeniu Izby Gmin, na którym Cameron przedstawiał wyniki brukselskiego szczytu. Ośmieleni za to poczuli się eurosceptycy w konserwatywnej partii Camerona.

Wypowiadając się na spotkaniu z udziałem premiera Holandii Marka Rutte, ministra gospodarki Niemiec Philippa Roeslera i unijnego komisarza ds. walutowych Ollego Rehna, Clegg wskazał, że fiskalna dyscyplina, choć niezbędna, nie wystarczy do rozwiązania trudności strefy euro. Zapewnił, że Londyn zwiększy wkład do Międzynarodowego Funduszu Walutowego, mającego uczestniczyć w zabezpieczaniu strefy euro.

Rutte zauważył, że przed wprowadzeniem podatku od transakcji finansowych na szczeblu UE lub strefy euro rozstrzygnięcia wymaga wiele kwestii. Jego wypowiedź odbierana jest jako sceptyczna, choć nie wystąpił przeciw tym planom.

Londyn jest zdecydowanie przeciwny podatkowi proponowanemu przez Francję i Niemcy, ale zastrzega, że musi to być podatek globalny. W przeciwnym razie zaszkodziłby konkurencyjności londyńskiego City.

Tymczasem Cameron w wywiadzie dla telewizji Sky ostrzegł, że euro przetrwa jako wspólna waluta tylko pod warunkiem, że słabsze kraje Południa staną się bardziej konkurencyjne lub że Niemcy będą skłonne finansować je w większym zakresie.