Premier Donald Tusk poinformował, że jeśli otrzyma negatywną decyzję dotyczącą bezpieczeństwa na stadionach poznańskiego Lecha i warszawskiej Legii, oba obiekty mogą zostać zamknięte dla publiczności.

We wtorek pseudokibice zdemolowali stadion Zawiszy w Bydgoszczy, gdzie w finale krajowego pucharu Legia Warszawa pokonała w rzutach karnych 5:4 Lecha Poznań.

Premier powiedział, że po wtorkowych wydarzeniach w Bydgoszczy po finale Pucharu Polski, czeka na ocenę związaną z zagrożeniami dotyczącymi stadionów: Lecha Poznań i Legii Warszawa. Jak dodał, taka ocena być może zostanie wydana jeszcze w środę.

"Jeśli będzie negatywna, podejmiemy decyzję na poziomie wojewodów o zamknięciu dla publiczności obu stadionów. Jeśli będzie taka potrzeba, tego typu decyzje dotyczyć będą każdego innego stadionu w Polsce" - zapowiedział szef rządu.

Mecze piłkarskie mogą być zamykane dla publiczności

Zamykanie dla widzów stadionów, na których nie będzie gwarancji porządku i bezpieczeństwa zapowiada premier Donald Tusk. To reakcja na zdemolowanie stadionu podczas wtorkowego finału piłkarskiego Pucharu Polski w Bydgoszczy. Policja wyjaśnia, jak do tego doszło.

Pseudokibice zdemolowali stadion Zawiszy, gdzie w finale krajowego pucharu Legia Warszawa pokonała w rzutach karnych 5:4 Lecha Poznań. Zgodę na organizację meczu wydano mimo negatywnej opinii policji o bezpieczeństwie na stadionie. Straty na stadionie oszacowano na 40 tysięcy złotych. Zniszczonych zostało około 500 siedzisk, płoty i bramy, a także głośniki.

Do MSWiA trafił w środę policyjny raport o wtorkowych wydarzeniach. Policjanci przeprowadzą postępowania dot. m.in. organizatora i pseudokibiców. W związku ze sprawą zawieszony został naczelnik jednego z wydziałów w KSP.

Mecze bez kibiców

Premier zapowiedział w środę zdecydowaną walkę o bezpieczeństwo na stadionach. Podkreślił, że wspólnie z władzami policji i administracji państwowej zdecydował, iż widzowie nie będą wpuszczani na mecze piłkarskie "tam, gdzie policja nie ma pewności, że bezpieczeństwo i porządek będą zagwarantowane". Dodał, że po wtorkowych wydarzeniach w Bydgoszczy czeka na ocenę związaną z zagrożeniami dotyczącymi stadionów Lecha Poznań i Legii Warszawa. Jak dodał, taka ocena być może zostanie wydana jeszcze w środę.

Jak tłumaczył, do tej pory praktyką były: negatywna ocena dotycząca ewentualnego bezpieczeństwa meczu i pozytywna decyzja wydana przez jego organizatorów. Szef rządu zaznaczył, że wojewodowie są przygotowani do podejmowania decyzji o zamykaniu stadionów piłkarskich dla publiczności, "po to, by wyeliminować zagrożenie". Podkreślił, że będą to robić na każdy wniosek policji.

Kibol z zakazem stadionowym wsparty przez ...policję

Premier zapowiedział też konsekwencje w związku z informacjami TVN24, że naczelnik Wydziału ds. Zwalczania Przestępczości Pseudokibiców Komendy Stołecznej Policji miał zabiegać w PZPN o sprzedanie biletu Piotrowi S. ps. Staruch, nieformalnemu przywódcy kibiców Legii Warszawa, który ma zakaz stadionowy. "Jeśli wyjaśnienia dotyczące dziwnego zachowania naczelnika wydziału (...) będą niewystarczające, to konsekwencje służbowe, także personalne, będą dotyczyły jego przełożonych" - oświadczył premier.

Rzecznik komendanta głównego policji Mariusz Sokołowski poinformował, że będzie prowadzone w tej sprawie postępowanie wyjaśniające. Z kolei rzecznik KSP podinsp. Maciej Karczyński poinformował, że naczelnik wydziału został odsunięty od kierowania jednostką, dopóki sprawa nie zostanie wyjaśniona.

W środę po południu, według Sokołowskiego, policja przesłała do MSWiA raport o meczu na bydgoskim stadionie. Wcześniej rzecznik mówił, że dokument powstanie na podstawie meldunków funkcjonariuszy, będzie zawierał policyjny opis sytuacji i jej ocenę. Policyjny raport ma trafić także do premiera.

Sokołowski informował, że w tej sprawie będą prowadzone dwa podstawowe postępowania. Pierwsze dotyczyć będzie organizatora, jego działań i staranności w zakresie zapewnienia bezpieczeństwa; drugie - osób, które we wtorek na bydgoskim stadionie złamały prawo - zakrywały twarz, wbiegły na murawę, odpalały materiały pirotechniczne lub wniosły na stadion alkohol. Takie działania są przestępstwem w świetle ustawy stadionowej.

PZPN - winne prawo, policja. Nie kluby i działacze

Prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej Grzegorz Lato uważa, że zajście na stadionie pokazało "słabość polskiego prawa". "My ze swojej strony zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy. O godz. 21.02 lub minutę później na piśmie poprosiliśmy policję o interwencję. Funkcjonariusze pojawili się na stadionie, ale to była tylko demonstracja siły, bowiem nic nie robili. Nie wiem, może się bali kibiców?" - powiedział Lato. Zapowiedział także, że PZPN zapłaci za wszystkie straty poniesione w wyniku zamieszek przez WKS Zawisza, a później będzie ściągać należności od klubów z Warszawy i Poznania.

Rzecznik KGP wyjaśnił, że zgodnie z ustawą o bezpieczeństwie imprez masowych za bezpieczeństwo na meczu odpowiada organizator. Jeżeli organizator sobie nie radzi, prosi o podjęcie działań policję. Dopiero wtedy oddziały prewencji wchodzą na obiekt. Dodał, że policja nie zdecydowała się na zatrzymania na stadionie, by nie doprowadzać do eskalacji przemocy. Natomiast na bazie nagrań wideo z meczu będzie teraz identyfikować pseudokibiców. Lech Poznań zapowiedział, że będzie domagać się od policji zapisu monitoringu z zajść. Wiceprezes klubu Arkadiusz Kasprzak podkreślił, że winni zajścia zostaną ukarani.

Według medialnych informacji we wtorek w Bydgoszczy byli obserwatorzy UEFA, przyglądający się finałowi Pucharu Polski pod kątem przygotowań do przyszłorocznych mistrzostw Europy. O obecności delegatów UEFA nic nie wie prezes PZPN Grzegorz Lato, który podobnie jak minister sportu Adam Giersz oglądał mecz z trybun.

Informacji na temat bezpieczeństwa podczas Euro 2012 domaga się PiS. Z kolei klub SLD chce, by rząd przedstawił na przyszłotygodniowym posiedzeniu Sejmu informację na temat bezpieczeństwa na stadionach.

Rzeczniczka kujawsko-pomorskiej policji kom. Monika Chlebicz poinformowała, że zapewnienie przez policję bezpieczeństwa w związku z meczem finałowym piłkarskiego PP wyniosło 932 tysiące złotych.