Tomasz Wróblewski: Czy manipulacja może być szlachetna?

Tomasz Wróblewski
Tomasz WróblewskiDGP
14 marca 2011

Po trzęsieniu ziemi u wybrzeży Japonii światowe media pełne były doniesień i spekulacji o losach reaktora nuklearnego. Najpierw jednego, potem jeszcze dwóch dotkniętych falą tsunami w Fukushima Daiichi, 170 mil od obrzeży Tokio.

W miarę jak rosło zagrożenie największą katastrofą nuklearną od czasów Czarnobyla, amerykańskie i brytyjskie telewizje, na co dzień operujące w milach, niespodziewanie przeszły na system metryczny i ze 170 mil zrobiło się 255 km. W niedzielę, kiedy ewakuacja objęła blisko ćwierć miliona osób, odległość znowu wzrosła. Teraz według BBC do reaktora było 350 km. Tyle że nie do obrzeży, ale do centrum Tokio. Tak jakby życie ludzi wokół stolicy przestało być zagrożone. Autocenzura, czy – jak wolą inni – odpowiedzialność dziennikarzy za słowo, kazała redakcjom grać liczbami. Ani Tokio nie zrobiło się od tego bezpieczniejsze, ani katastrofa mniej groźna. Ot tak, dla uspokojenia lepiej brzmiało w kilometrach.

To zupełny zbieg okoliczności, że w tę samą niedzielę Donald Tusk od niechcenia wrzucił nam swój uspokajacz. Ogłosił, że raportu komisji Millera nie przedstawi przed 10 kwietnia, żeby nie psuć nastroju obchodów rocznicy katastrofy. Mała szansa, żeby rodzinom ofiar kolejny tydzień życia w nieświadomości dawał większy spokój ducha nad grobami bliskich. Jeszcze mniejsza szansa, że ucichną spekulacje i teorie spiskowe.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.