W czwartek rano wojsko po raz pierwszy od wybuchu zamieszek w ubiegłym tygodniu podjęło zdecydowane działania, by powstrzymać przemoc. Utworzono 80-metrową strefę buforową oddzielającą wrogie obozy wokół placu Tahrir, gdzie znajdują się przeciwnicy Mubaraka.

Mimo to w pewnym momencie zwolennicy Mubaraka przerwali kordon wojska i ponownie doszło do starć - obie strony zaczęły się obrzucać kamieniami. Żołnierze przy wsparciu czołgów odparli zwolenników Mubaraka, ale później w ciągu dnia poinformowano, że na placu Tahrir i w jego okolicach rozległy się strzały.

Po zmierzchu na placu znowu doszło do starć. Bandy zwolenników prezydenta zaatakowały również zagranicznych dziennikarzy. W całej stolicy Egiptu dochodzi do plądrowania i podpaleń, słychać strzały z broni palnej.

Premier Egiptu zaprosił ugrupowania opozycyjne na rozmowy

Premier Egiptu Ahmed Mohammed Szafik zaprosił ugrupowania opozycyjne na rozmowy. Ofertę rozmów odrzucił jednak jeden z czołowych aktywistów opozycji Mohamed ElBaradei i główna siła opozycyjna, działające nielegalnie Bractwo Muzułmańskie. Domagają się oni, by Mubarak najpierw ustąpił.

Ofertę rozmów zaakceptowała początkowo liberalna partia Wafd, ale wkrótce się z tego wycofała, zarzucając rządzącej Partii Narodowo-Demokratycznej Mubaraka wspieranie aktów przemocy w Kairze.

Przeciwnicy Mubaraka oświadczyli, że zatrzymali 120 osób mających przy sobie dokumenty świadczące o ich związkach z policją lub partią rządzącą. Kamal Ismail z komitetu organizacyjnego antyrządowych protestów powiedział, że większość tych osób zatrzymano, gdy atakowały opozycyjnych demonstrantów.