Nie wiem, jakie kłopoty drążą Polskę. Tak się pechowo składa, że ujawniają się zwykle dopiero w postaci nieszczęść. Dopiero kiedy przeładowany bus ulegnie katastrofie, okazuje się, że po naszych drogach pędzą stada podobnych mu samochodów, prowadzonych przez kierowców jeżdżących chorobliwie niebezpiecznie.
Dopiero gdy młody człowiek otrze się o śmierć po zażyciu dopalaczy, sprawa trucizny dostępnej za parę złotych staje się problemem narodowym.
Niedawno media doniosły, że obowiązkowe kaski dla młodych narciarzy jakoś przypadkiem wypadły z harmonogramu prac legislacyjnych. Wrócą – pewno jak zejdą śniegi. Chyba że (odstukać!) coś się komuś stanie. Wtedy, łatwo przewidzieć, że marszałek Sejmu wniesie o błyskawiczną ścieżkę legislacyjną dla kolejnego ni to bubla, ni to koła ratunkowego. Premier wyrazi oburzenie, a politycy zebrani u Moniki Olejnik będą wydrapywać sobie oczy.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.