– Nie chcieliśmy pisać ustawy, która odnosi się tylko do Facebooka czy Google’a. Naszym celem jest wytyczenie ram dla całego internetu, który ze swej natury chce wiedzieć o nas coraz więcej i często przekracza dopuszczalne normy – ogłosił minister spraw wewnętrznych Niemiec Thomas de Maiziere. Według stworzonych przez jego resort przepisów z zasady nielegalne będzie na przykład publikowanie kompleksowych danych osobowych, jeśli konkretna osoba nie dała na to wyraźnego przyzwolenia. Jedynym wyjątkiem od tej zasady ma być sytuacja, gdy upublicznianie wrażliwych informacji służy dobru publicznemu. To zostawia furtkę takim serwisom jak właśnie Street View, którego twórcy argumentują, że zamieszczane przez nich w sieci panoramiczne zdjęcia ulic największych miast są jednocześnie np. mapą dla turystów.

Działanie ustawy ma wzmocnić jeszcze deklaracja największego niemieckiego związku firm internetowych (Bitkom). Występujący razem z ministrem de Maizierem prezes Bitkomu August Wilhelm Scheer przedstawił na przykład nowy kodeks postępowania branży IT. Sektor internetowy zobowiązuje się w nim do stworzenia jednej przejrzystej strony, na której każdy mieszkaniec Niemiec będzie mógł się dowiedzieć, jakie dane osobowe i lokalizacyjne z nim związane zostały zgromadzone w sieci. Obywatele będą mogli za pomocą takiego portalu wnosić też skargi i zażalenia. Deklaracja Bitkomu ma o tyle duże znaczenie, że w skład związku wchodzi ponad 1,3 tys. niemieckich firm IT, w tym giganci, tacy jak Google, Microsoft, Nokia, Deutsch Telekom czy Deutsche Post. – Kodeks wychodzi daleko poza istniejące ramy prawne – powiedział Scheer. Zaznaczył, że firmy z własnej woli będą na przykład informowały z miesięcznym wyprzedzeniem na temat tego, gdzie i kiedy robione będą zdjęcia wrażliwych z punktu widzenia ochrony prywatności lokalizacji.

Oba dokumenty są próbą zażegnania konfliktu, który rozgorzał po zapowiedzi uruchomienia w Niemczech serwisu Street View. Ostatecznie, po kilkumiesięcznej dyskusji, kontrowersyjna aplikacja ruszyła w połowie listopada. Jednak aż 250 tys. osób zgłosiło formalne zastrzeżenia wobec publikacji w internecie zdjęć ich domów, a przez media przetoczyła się fala krytycznych dla internetowego giganta artykułów. Zarówno Google, jak i niemiecki rząd liczą, że dzięki ustawie kolejne usługi internetowe wykorzystujące prywatne informacje nie będą już budziły takich kontrowersji.