Jarosław Kaczyński kilkakrotnie już sygnalizował, że ma do zrealizowania misję, której nie zdążył wypełnić jego zmarły brat. Tę misję można nazwać politycznym testamentem Lecha Kaczyńskiego.

Przeterminowane ustalenia

Dziś można z pewnym prawdopodobieństwem stwierdzić, że będzie druga tura wyborów prezydenckich. Dowód? Jarosław Kaczyński miał dotąd spory elektorat negatywny. Tymczasem pierwsze wyniki sondażowe, jeszcze sprzed kilku dni, dotyczące zarówno jego osoby, jak i PiS, pokazują wzrost poparcia w obu przypadkach.

Katastrofa pod Smoleńskiem stworzyła nową sytuację, korygując zakładany przebieg kampanii wyborczej, w której dominującą rolę odgrywać miał Bronisław Komorowski. Skoro więc za sprawą tragicznych wydarzeń pojawiają się niebrani uprzednio pod uwagę dwaj nowi kandydaci z grona najważniejszych partii opozycyjnych, winno to zmusić Platformę do wnikliwej autorefleksji. W aktualnych warunkach walka o prezydenturę może przybrać kształt pojedynku politycznego, w którym liczy się determinacja i charyzma. Obie te cechy ma z pewnością Jarosław Kaczyński, ale trudno je znaleźć u Komorowskiego. Musi je zademonstrować także Grzegorz Napieralski, jeśli chce osiągnąć taki wynik, by utrzymać przywództwo w SLD.

Ale największy dylemat ma Platforma Obywatelska i dlatego powinna była raz jeszcze rozważyć kandydaturę Donalda Tuska. Tylko on wcześniej dawał gwarancję wygranej z Lechem Kaczyńskim w pierwszej turze. Podobną gwarancję dawałby jako kandydat PO w konfrontacji z Jarosławem Kaczyńskim. On również wykazywał skuteczność w odpieraniu ataków na rządzącą partię, których za chwilę z pewnością będziemy świadkami.