Ile godzin w powietrzu spędził pilot Tu-154? Jaki był stan jego zdrowia? Jaki był skład mieszanki paliwowej? Wczoraj zaczęli to sprawdzać polscy prokuratorzy. Po południu polecieli do Smoleńska. Wieczorem dołączyli do nich patomorfolodzy, którzy będą badać szczątki ofiar.

W niecałe dwie godziny po katastrofie prezydenckiego samolotu wszczęto polskie śledztwo w sprawie przyczyn tragedii. Sprawą zajęli się wojskowi prokuratorzy. To dlatego, że Tu-154 należy do polskiego wojska i pilotowali go wojskowi piloci. Śledztwo prowadzi zespół czterech oskarżycieli. Kieruje nimi Krzysztof Parulski, naczelny prokurator wojskowy.

W ciągu soboty wojskowi oskarżyciele zabezpieczyli już dokumentację techniczną samolotu. Zabrali też dokumenty z Okęcia, z którego wystartował prezydencki samolot. Pobrali także próbki paliwa, które zatankowano do Tu-154 tuż przed odlotem do Smoleńska.

W tym samym czasie druga ekipa śledcza zabezpieczała dokumentację medyczną załogi samolotu, żeby się dowiedzieć, jaki był stan zdrowia pilota. Oskarżyciele sprawdzali też, ile godzin w powietrzu spędził kapitan samolotu Arkadiusz Protasiuk.

– W przypadku katastrofy lotniczej najważniejsze jest sprawdzenie wszelkiej dokumentacji zarówno stanu technicznego urządzeń samolotu, jak i stanu zdrowia załogi, przede wszystkim kapitana – mówi DGP Tomasz Hypki, ekspert z miesięcznika „Skrzydlata Polska”. A dlaczego prokuratorów interesowało paliwo, jakim zatankowano Tu-154? – Od jakości paliwa zależy praca silników samolotu. Jeżeli było ono zanieczyszczone, to mogły się zatkać przewody paliwowe, przez co silniki mogły nie mieć pełnej mocy. Pamiętajmy, że świadkowie widzieli wybuch paliwa na miejscu katastrofy – dodaje Hypki.

Gdy polscy śledczy wykonywali pierwsze czynności, wciąż nie było wiadomo, kiedy będą mogli polecieć do Smoleńska na miejsce katastrofy. To zależało bowiem od zgody rosyjskich władz. Andrzej Seremet, szef Prokuratury Generalnej, jechał samochodem do Warszawy z Krakowa. Tymczasem w koordynacji prac śledczych pomagał minister sprawiedliwości

– Prokuratorzy wykonują wszystkie czynności, jakie są niezbędne w tej tragicznej katastrofie. Moim zadaniem jest udzielenie każdej pomocy prokuratorowi generalnemu w kontaktach z prokuraturą rosyjską. A także pośredniczenie między prokuraturą a Ministerstwem Spraw Zagranicznych.

W tym przygotowanie lotu dla ekipy prokuratorskiej do Rosji – mówił nam w sobotnie południe Krzysztof Kwiatkowski, minister sprawiedliwości. Po godzinie było już wiadomo, że polscy prokuratorzy mają zgodę na wylot do Smoleńska. Rosyjskie władze nie robiły żadnych kłopotów. Przeciwnie – nie tylko deklarowały pełną współpracę, ale także realnie jej udzielały.

– Prokuratorzy wojskowi polecą wraz z biegłymi, specjalistami w sprawach katastrof lotniczych. Na miejscu zbadają przyczyny katastrofy – deklarował nam prokurator Parulski. Wojskowi oskarżyciele wylecieli z Warszawy po południu. Nie mogli lądować w Smoleńsku – lotnisko będzie nieczynne jeszcze przez jakiś czas – skierowano ich na odległe o 100 km lotnisko w białoruskim Witebsku. W tym czasie Andrzej Seremet rozmawiał telefonicznie o zasadach współpracy z Jurijem Czajką, generalnym prokuratorem Federacji Rosyjskiej. – Prokurator Czajka poinformował prokuratora Seremeta, że na miejscu tragedii śledztwo nadzorują jego dwaj zastępcy, a sprawą zajmuje się pięciu prokuratorów. Zadeklarował pełną współpracę i bieżące informowanie strony polskiej o ustaleniach. Jesteśmy w stałym kontakcie – relacjonował Mateusz Martyniuk, rzecznik Prokuratury Generalnej.

Rosyjska prokuratura podała, że na miejsce katastrofy prezydenckiego samolotu wysłano najbardziej doświadczonych śledczych. Dochodzenie prowadzi smoleńska prokuratura obwodowa. Formalnie śledztwo zostało wszczęte w sprawie naruszenia przepisów lotów, w wyniku czego śmierć poniosły więcej niż dwie osoby. Według zarządu śledczego prokuratury obwodu smoleńskiego rozpatrywane są trzy powody katastrofy samolotu, a mianowicie: złe warunki atmosferyczne, tzw. czynnik ludzki i awaria samolotu. Zaś polski prokurator generalny dodał, że polscy oskarżyciele zrobią w Smoleńsku wszystko, co możliwe. – Liczymy na to, że Rosjanie będą z nami współpracować i pozwolą polskim prokuratorom wziąć udział w ich śledztwie – mówił „DGP” w sobotę po południu Andrzej Seremet.

Przed godz. 17 do Witebska wystartował kolejny polski samolot z premierem Donaldem Tuskiem na pokładzie. Towarzyszyli mu minister Kwiatkowski i prokurator Parulski. Prokurator Andrzej Seremet nie zdążył dojechać na czas do Warszawy.

Samolot z premierem wylądował w Witebsku po godz. 18. – Rosyjska prokuratura zadeklarowała nam pełną współpracę. Nasi oskarżyciele, którzy dotarli wcześniej, już biorą udział we wszystkich czynnościach i badają miejsce katastrofy – powiedział „DGP” minister Kwiatkowski tuż po wylądowaniu.

Oprócz zbadania przyczyn tragedii polscy prokuratorzy muszą wziąć udział w identyfikacji zwłok. Władimir Putin, premier Rosji, oświadczył w sobotę po południu, że ciała osób, które zginęły w katastrofie, zostaną przewiezione do Moskwy. – Będziemy robili wszystko, żeby krewni mogli przyjechać do rosyjskiej stolicy – powiedział premier Putin. Dodał, że w Moskwie zorganizowany zostanie także specjalny sztab, który będzie przekazywał szczegółowe dane mediom. Jednak polska strona chce, by to polscy specjaliści badali szczątki ofiar. – Rozmawiamy o tym z Rosjanami. Mamy już gotowy zespół biegłych patomorfologów – powiedział nam minister sprawiedliwości. Tuż przed zamknięciem tego wydania dowiedzieliśmy się, że część ciał będzie badana na miejscu, w Smoleńsku, a nie jak przedtem zakładano – w Moskwie. Powodem, dla którego Polacy postulowali, aby badania były możliwe w Smoleńsku, są względy logistyczne. Przy identyfikacji będą musiały być obecne także rodziny ofiar. Szybciej można dotrzeć do Smoleńska niż do Moskwy, ciał nie trzeba będzie przewozić, więc to bardzo przyspieszy procedury. Wiadomo też, że z wraku wydobyto wieczorem wszystkie ciała.