Somalijscy piraci porwali dziś w Zatoce Adeńskiej amerykański holownik, płynący pod banderą Włoch z 16-osobowa załogą - poinformowała lokalna organizacja żeglugowa.

Jak powiedział Andrew Mwangura z mającego swą siedzibę w kenijskim porcie Mombasa Wschodnioafrykańskiego Programu Pomocy Marynarzom, przypuszcza się, że nikt z załogi bazującego w Zjednoczonych Emiratach Arabskich holownika nie doznał obrażeń.

Według jednego z oficerów patrolującej okoliczne akweny portugalskiej fregaty "Corte Real", 10 spośród 16 członków załogi holownika to Włosi. Napadnięta jednostka nadała sygnał alarmowy, ale po sześciu minutach łączność radiowa z nią została przerwana, a zbyt duża odległość uniemożliwiła fregacie interwencję.

Zaokrętowani na "Corte Real" przedstawiciele NATO podali, że dziś piraci bezskutecznie zaatakowali w Zatoce Adeńskiej masowiec bandery panamskiej. W kabinę kapitana statku uderzył pocisk z rakietowego granatnika przeciwpancernego, ale nie eksplodował. Napastnicy, którzy otworzyli również ogień z broni strzeleckiej, zrejterowali po oblaniu ich strumieniami wody z pokładowych sikawek.

Piraci na niemieckim statku "Hansa Stavanger" poinformowali dziś, że powrócili do wybrzeża Somalii po tym, gdy nie udało się im dotrzeć do dryfującej łodzi ratunkowej z amerykańskim kapitanem duńskiego kontenerowca "Maersk Alabama".

Piraci mieli nadzieję, że wykorzystają opanowany 4 kwietnia kontenerowiec "Hansa Stavanger" jako "tarczę" dla ewakuowania czterech swoich towarzyszy, przetrzymujących amerykańskiego kapitana Richarda Phillipsa. W pobliżu łodzi ratunkowej, na której się znajdują, krążą amerykańskie okręty wojenne.

"Powróciliśmy do wybrzeża Haradheere. Nie mogliśmy znaleźć łodzi ratunkowej" - powiedział Reuterowi przebywający na niemieckim statku pirat, który przedstawił się jako Suleiman. Spośród 24 członków załogi "Hansa Stavanger" pięciu to Niemcy, z pozostali są obywatelami innych państw.

"Chcą rozwiązać sprawę tradycyjną, somalijską metodą negocjacji"

Jak poinformował Mwangura, członkowie somalijskiej starszyzny i krewni piratów przetrzymujących kapitana "Maersk Alabama" planują misję mediacyjną, aby zapewnić uwolnienie zakładnika i bezpieczny powrót dla porywaczy. Grupa mediatorów dotarła na somalijskie wybrzeże i przygotowuje się do wypłynięcia w miejsce, gdzie dryfuje łódź z Phillipsem i porywaczami.

"Chcą rozwiązać sprawę tradycyjną, somalijską metodą negocjacji" - dodał Mwangura. Zaznaczył, że nie chodzi o organizowanie okupu, ale zapewnienie bezpiecznego powrotu piratom i uwolnienie zakładnika.

Piraci opanowali "Maersk Alabama" w środę, gdy znajdował się on w odległości około 500 km od wybrzeży Somalii. Wkrótce potem licząca 20 osób załoga zdołała odbić statek, ale jego kapitan znalazł się wraz z czterema piratami w spuszczonej na wodę łodzi ratunkowej.

Richard Phillips miał z własnej woli oddać się w ręce napastników, by w ten sposób zapewnić bezpieczeństwo swej załodze. Łódź ratunkowa nie ma prawdopodobnie paliwa i dlatego pozostaje na tym samym akwenie, gdzie doszło do napadu.