- Demokratyczny kandydat na prezydenta USA zawsze działał na rzecz wzmocnienia dialogu między naszymi państwami. Polska i Polonia w jego sercu mają specjalne miejsce - mówi Michael Carpenter, doradca w kampanii Joego Bidena, członek zarządu Penn Biden Center for Diplomacy and Global Engagement, wiceszef Pentagonu w rządzie Baracka Obamy.
Gdyby Joe Biden został jutro wybrany 46. prezydentem Stanów Zjednoczonych, to jak będzie wyglądała jego dyplomacja w stosunku do Polski? Zmieni się w porównaniu z podejściem Donalda Trumpa?
Najważniejsza różnica, jaka jest w tej sprawie między prezydentem Trumpem a wiceprezydentem Bidenem, sprowadza się do postrzegania Sojuszu Północnoatlantyckiego. Obecna głowa państwa regularnie atakowała NATO, chociażby kwestionując art. 5 i jego wykonalność, niejednokrotnie sugerując, że USA mogłyby się wycofać z transatlantyckiej organizacji, dążąc do rozluźnienia jej spójności i antagonizując niektórych członków, chociażby Niemcy. Jeżeli Joe Biden zostałby prezydentem, to jego podstawowym wyzwaniem będzie odbudowanie solidarności wewnątrz Sojuszu Północnoatlantyckiego, przekonanie partnerów, że art. 5 nas naprawdę ze sobą wiąże i że wespół dysponujemy odpowiednimi siłami obronnymi i odstraszającymi. I to się będzie odbywać z korzyścią dla Polski, bo nie chodzi o to, by nad Wisłą stacjonował po prostu amerykański kontyngent, ale by kraje NATO ze sobą współpracowały, inaczej cała kampania odstraszania się nie powiedzie.