Mocne oświadczenie prezesa PiS nie zmienia polskiej strategii negocjacyjnej. Zmienia jednak wizerunek Warszawy.
Reklama
DGP
Polski rząd do tej pory unikał jednoznacznych komunikatów na temat potencjalnego zablokowania porozumienia w sprawie budżetu Unii Europejskiej, który ma wynosić łącznie 1,8 bln euro. Weto zapowiedziane przez Jarosława Kaczyńskiego w wywiadzie dla „Gazety Polskiej Codziennie” zostało więc odczytane jako punkt zwrotny w negocjacjach budżetowych. – Nie damy się terroryzować pieniędzmi. Nasza odpowiedź będzie jasna: nie – mówił wicepremier.
Wiceszef dyplomacji Paweł Jabłoński twierdzi, że to żaden przełom. – Mówiliśmy od początku, że taka możliwość też istnieje. Każde państwo ma takie prawo. Ten wywiad nie zmienia niczego w tym zakresie. Jeśli będzie taka potrzeba, to z niej skorzystamy. Holendrzy mówili dokładnie w taki sam sposób. Nie zgodzą się, to znaczy, że zawetują. To samo mówi Parlament Europejski – powiedział. Jak dodaje, Polska będzie walczyć o to, żeby mechanizm wiążący pieniądze z praworządnością został zapisany w taki sposób, by nie pozwalał na polityczne nadużycia.
Państwa członkowskie mają możliwość zablokowania procesu ratyfikacyjnego w parlamentach narodowych. Chodzi tu o podniesienie pułapu dochodów własnych UE, bez których Komisja Europejska nie będzie mogła zaciągnąć długu w imieniu wszystkich krajów. Nie ma to bezpośredniego związku z mechanizmem praworządnościowym, ale pakiet negocjacyjny jest traktowany jako całość. Z kolei PE, który musi wyrazić zgodę na budżet, uzależnia ją od wprowadzenia silnej warunkowości.
Inny polski dyplomata przekonuje, że Polska pozostaje w grupie państw, które chcą jak najszybszego zakończenia prac nad budżetem. – Na lipcowym szczycie zaakceptowaliśmy polityczny konsensus i jesteśmy w gronie tych delegacji, które widzą potrzebę szybkiego przełożenia na konkretne instrumenty. Chcemy, by fundusz odbudowy szybko był operatywny, a proces ratyfikacyjny został przeprowadzony możliwie najszybciej – podkreśla.
Pozostaje pytanie, na ile jest prawdopodobne, by Polska użyła weta. Wszystko zależy od kształtu, jaki przybierze mechanizm praworządnościowy po negocjacjach z PE, prowadzonych przez Niemcy w imieniu krajów członkowskich. Parlament zapowiada, że nie zgodzi się na warunkowość w rozwodnionej formie proponowanej przez Berlin. W ich ocenie niemiecki kompromis odchodzi od szerokiego rozumienia praworządności, ograniczając go do walki z korupcją.
Środki miałyby być blokowane wyłącznie, gdyby zostało udowodnione, że działania państwa godzą w interes finansowy UE. Dla PiS to krok w dobrym kierunku, chociaż nadal za mało. Berlin wydaje się jednak zakładać, że to PE będzie musiał na koniec ustąpić. – Rozumiemy to jako część tego całego dramatu, który zazwyczaj jest odgrywany w negocjacjach budżetowych – mówi dyplomata z tego kraju, odnosząc się do żądań negocjatorów z europarlamentu.
Potwierdził to również spór między niemiecką zieloną Franziską Brantner a doradcą kanclerz Angeli Merkel Uwem Corsepiusem w Bundestagu. Ich wymianę zdań w kuluarach opisał w piątek „Der Spiegel”. Brantner zatrzymała wychodzącego z sali Corsepiusa, by zapytać, dlaczego RFN osłabiła mechanizm. Corsepius odpowiedział, że nie widzi potrzeby negocjowania z jej frakcją, bo Zieloni i tak będą na „nie”. Kiedy Brantner odparła, że przeciwne są również inne ugrupowania oraz Holandia, rozmówca odrzekł, że to i tak nie ma znaczenia, bo Viktor Orbán jest innego zdania.
Chodzi o to, kto zapłaci wizerunkową cenę za zablokowanie porozumienia. Weto oznacza wstrzymanie pieniędzy, które mają popłynąć do europejskich gospodarek najbardziej dotkniętych pandemią. Corsepius kalkuluje, że węgierski premier jest gotowy zrealizować groźby, natomiast PE – nie. To miałoby oznaczać, że to europosłowie na koniec będą musieli ustąpić, jak miało to często miejsce w poprzednich negocjacjach. Podejście Niemiec budzi jednak coraz większą irytację w PE. Niemcy wydają się zapominać, że chociaż Europejska Partia Ludowa (EPP), do której należy CDU kanclerz Merkel, nadal jest najsilniejszą frakcją w izbie, to od czasu ostatnich negocjacji budżetowych o wiele istotniejszą rolę odgrywają partie na lewo od niej.
Negocjatorzy z PE 8 października zerwali negocjacje budżetowe, a potem nastąpiła ostra jak na brukselskie standardy wymiana zdań na Twitterze między europosłami a rzecznikiem niemieckiej prezydencji Sebastianem Fischerem. „Gdybyście dobrze policzyli, nie ucięlibyście pieniędzy na europejskie priorytety i nie wyrzucili oczekiwań europejskich obywateli przez okno” – dowodziła francuska eurodeputowana Valérie Hayer z liberalnej Odnowić Europę. W zeszłym tygodniu rozmowy wznowiono.