NIK negatywnie o administracji ws. materiałów niebezpiecznych na dnie Bałtyku

17 września 2020

Organy administracji morskiej oraz ochrony środowiska nie podejmowały działań, które miały zapobiegać zagrożeniom ze strony materiałów niebezpiecznych zalegających na dnie Bałtyku – stwierdziła Najwyższa Izba Kontroli.

Rozpatrzenie informacji NIK o wynikach kontroli o przeciwdziałaniu zagrożeniom wynikającym z zalegania materiałów niebezpiecznych na dnie Morza Bałtyckiego było w czwartek tematem posiedzenia sejmowej Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa.

"Negatywie oceniono niepodejmowanie przez organy administracji morskiej oraz organy ochrony środowiska właściwych działań, mających zapobiegać zagrożeniom wynikającym z zalegania materiałów niebezpiecznych na dnie Morza Bałtyckiego, które posiadały informacje o istnieniu broni chemicznej w polskich obszarach morskich" – powiedziała dyrektor delegatury NIK w Bydgoszczy Ewa Jasiurska-Kluczek.

Jak dodała, ocenę negatywną uzasadniono nieuwzględnianiem w realizowanych programach monitoringu środowiska, badań związków chemicznych pochodzących z bojowych środków trujących i produktów ich rozpadu oraz paliw i produktów ropopochodnych z wraków statków.

Stwierdzono także zaniechania administracji morskiej i ochrony środowiska spowodowane nieuznawaniem kompetencji przyznanych przepisami obowiązującego prawa, a także brak odpowiednich środków i sprzętu – kontynuowała Jasiurska-Kluczek. "Wszystko to zwiększało ryzyko wystąpienia katastrofy ekologicznej w skutek uwolnienia materiałów niebezpiecznych" – dodała.

"Wraz z postępującą korozją wraków i pojemników z bronią chemiczną oraz zwiększającym się wykorzystaniem polskich obszarów morskich wzrasta ryzyko nagłego i niekontrolowanego wycieku substancji niebezpiecznych w skutek zapadnięcia skorodowanych wraków oraz rozszczelnienia się pojemników z paliwem" – podkreślała Jasiurska-Kluczek.

Z informacji NIK wynika, że w polskich obszarach morskich spoczywa ponad 400 wraków, w tym około 100 w samej Zatoce Gdańskiej. Zagrożenie stanowią wraki zawierające paliwo.

Według Jasiurskiej-Kluczek, najbardziej skażone jest środowisko dna w otoczeniu wraku "Stuttgart", niemieckiego statku Kriegsmarine zalegającego w Zatoce Puckiej. Jednostka liczyła 171 metrów długości.

"Był to transportowiec-statek szpitalny zatopiony w październiku 1943 r." – powiedziała Jasiurska-Kluczek. "W otoczeniu wraku powiększa się plama oleju o przybliżonej powierzchni (…) 41,5 hektara. Grunt wokół wraku jest skażony na głębokościach większych niż 0,3 metra. Monitoring skażeń dna w rejonach zalegania tego wraku wskazał, że stan środowiska odpowiada statusowi lokalnej katastrofy ekologicznej, ponieważ wokół tego wraku wytworzyła się strefa, w której zanikły wszelkie formy życia" – dodała.

Jak kontynuowała, fakt, że obszar skażenia stale się powiększa powinien według NIK spowodować przyspieszenie decyzji o podjęciu działań prowadzących do ograniczenia skutków skażenia. "Jednak zarówno minister gospodarki morskiej, jak i minister środowiska nie podjęli działań rekomendowanych w raportach instytutu morskiego" – dodała.

Kolejnym zagrożeniem, o którym mówi NIK jest wrak statku "Franken". To transportowiec zatopiony 8 kwietnia 1945 r., który został wcześniej zbombardowany. Jednostka miała długość 179 metrów.

"W wyniku bombardowania jednostka została uszkodzona w część dziobowej" – powiedziała Jasiurska-Kluczek. "Natomiast według oryginalnej dokumentacji niemieckiej, cała część zawierająca transportowane paliwo znalazła się w pozostałej niezbombardowanej części. Docelowo ta jednostka mogła być zatankowana olejem napędowym w ilości 6 tys. ton. Ostatnie badania przeprowadzone przez Fundację Mare i Instytut Morski w Gdańsku stwierdzają, że tego paliwa mogło być około 3 tys. ton" – powiedziała.

Według informacji NIK, po zakończeniu II wojny światowej ogromne ilości broni chemicznej znaleziono w miejscowości Wolgast nad Bałtykiem. Leży ona kilkanaście kilometrów od miejscowości Peenemunde, gdzie konstruowano i wystrzeliwano pierwsze latające bomby i rakiety V1 i V2. Po zakończeniu wojny planowano zatopienie tej broni w Atlantyku, jednak ze względu na brak odpowiednich statków do transportu środków chemicznych zdecydowano, że zatopienie nastąpi w Bałtyku.

Podczas konferencji poczdamskiej ustalono, że miejscami oficjalnych zatopień będą Głębia Bornholmska i Głębia Gotlandzka, czyli obszary znajdujące się poza granicami lub na granicy polskich obszarów morskich. Jak jednak ustalono, również w polskich obszarach morskich znajdują się bojowe środki trujące. Z informacji Izby wynika, że bomby chemiczne zatapiano już podczas transportu do wyznaczonych miejsc; część broni chemicznej była umieszczona w skrzynkach, które mogły na znaczne odległości przemieszczać się dryfując.

NIK podała również, że w Głębi Gdańskiej, w której można było zatapiać tylko broń konwencjonalną również znajduje się amunicja zawierająca bojowe środki trujące w ilości około 60 ton. Jest to głównie gaz musztradowy. Wiadomo także, że miny oraz pojemniki z bojowymi środkami trującymi zatapiano w polskiej strefie ekonomicznej na głębokości do 100 metrów tj. w okolicach Dziwnowa, Kołobrzegu, Darłowa i Helu. Zalegają tam pociski artyleryjskie. (PAP)

autor: Kacper Reszczyński

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381425mega.png
Źródło: PAP

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.