Koronawirus wrócił do Izraela. Trzeba będzie znów zamrozić gospodarkę?

Izrael
IzraelShutterStock
16 lipca 2020

Nad Morzem Martwym szaleje druga fala zakażeń. Niewykluczone, że wkrótce na nowo trzeba będzie zamrozić gospodarkę

Kiedy na początku maja premier Binjamin Netanjahu ogłaszał sukces w walce z koronawirusem, zwrócił się do Izraelczyków z kojącym przekazem. – Wracajcie do normalności. Wyskoczcie na kawę albo na piwo. Bawcie się! – mówił. Nieco ponad dwa miesiące później te słowa brzmią jak z innej rzeczywistości. Koronawirus wrócił i to ze zdwojoną siłą. W kraju od tygodnia liczba zakażeń rośnie o ponad 1000 dziennie, a we wtorek po raz pierwszy przekroczyła 2 tys. To znacznie więcej niż podczas pierwszego szczytu w drugiej połowie marca, kiedy w najgorszym dniu wykryto 1,1 tys. przypadków.

Łącznie w Izraelu odnotowano na razie 43 tys. zakażeń i 371 zgonów (w Polsce odpowiednio 38,5 tys. i 1,6 tys.). To sprawiło, że rząd znalazł się między młotem a kowadłem. Z jednej strony bez zdecydowanych kroków, czyli powrotu do izolacji społecznej, pandemia w kraju nie wygaśnie. Z drugiej jest olbrzymia presja społeczna, żeby nie zamrażać gospodarki na nowo. Sukces Izraela w walce z wirusem został okupiony ciężkimi wyrzeczeniami: bezrobocie, które jeszcze w lutym wynosiło 3,4 proc., wzrosło w kwietniu do 27 proc., żeby obecnie spaść do 21 proc. (dane obejmują nie tylko osoby poszukujące pracy, ale również wysłane na przymusowe urlopy).

Bank centralny prognozuje, że gospodarka skurczy się w tym roku o 6 proc. Wskaźnik ten ulegnie znacznemu pogorszeniu, jeśli dojdzie do kolejnego lockdownu. Z takim scenariuszem należy się jednak liczyć, jak na wtorkowym spotkaniu komitetu doradzającego premierowi w sprawie pandemii miał powiedzieć szef resortu zdrowia Juli Edelstein. – Jeśli liczba zakażeń nie spadnie w ciągu następnych kilku dni, będziemy musieli na nowo zamrażać – miał według „The Jerusalem Post” przestrzec obecnych minister. Politycy boją się jednak takiego scenariusza jak ognia. Nawet w obrębie koalicji rządzącej nie ma zgody co do tego, jakie obostrzenia wprowadzać i jak szybko. Netanjahu oskarżył publicznie największego koalicjanta, że blokuje niezbędne decyzje w tym względzie (poszło o zamknięcie synagog). A nawet jeśli coś zostanie uzgodnione przez rząd, później cofa to Kneset (tak było z siłowniami i basenami).

Jak mówi Marek Matusiak, analityk z Ośrodka Studiów Wschodnich, rozpadu rządzącego Izraelem duumwiratu nie należy się na razie spodziewać. Kraj w ten chwili ma dwóch premierów. Oprócz Netanjahu jest jeszcze premier-zmiennik Beni Ganc, przewodzący Niebiesko-Białym, partnerowi koalicyjnemu Likudu. Stanowisko to zostało utworzone specjalnie, by w ogóle doszło do zawarcia obecnej koalicji. – Jak w takich warunkach przeprowadzić nowe wybory? Poza tym zyskałaby na tym przede wszystkim polityczna konkurencja obu ugrupowań. Na razie więc trwa przerzucanie się odpowiedzialnością, bo winny zaistniałej sytuacji w końcu musi się znaleźć – mówi ekspert.

Paraliż decyzyjny potęguje fakt, że Izraelczycy wyszli na ulice. Część manifestacji jest efektem niezadowolenia wywołanego sytuacją gospodarczą. Inne – jak chociażby ta z wtorku wieczorem – na celownik biorą samego premiera, przeciw któremu toczy się proces w sprawie o korupcję. W niedzielę odbędzie się kolejna rozprawa, na której Netanjahu nie musi się jednak stawić przez wzgląd na kryzysową sytuację w państwie. Jakby tego było mało, na ulice wyszli również ortodoksi, którzy czują się napiętnowani przez aparat państwowy. Podczas pierwszej fali koronawirusa większość przypadków pochodziła właśnie z tej społeczności. Także teraz ten odsetek jest spory i choć nie tak duży jak wcześniej, to ortodoksi uważają, że pretensje kierowane są pod ich adresem niesłusznie, podczas gdy tłumów w barach czy restauracjach nikt nie rozgania.

– Ortodoksi nie chcą słyszeć o żadnych nowych obostrzeniach, bo naruszyłyby one ich tryb życia oparty na zbiorowych rytuałach, jak wspólne modlitwy, nauka Tory czy uczestnictwo w nabożeństwach. W ich przypadku dystansowanie społeczne nastręcza trudności także z tego powodu, że skupiają się w gęsto zaludnionych dzielnicach – tłumaczy Matusiak. Wczoraj rząd podjął decyzję o tym, że szkoły we wrześniu mają przyjąć uczniów, ale liczebność klas ma zostać ograniczona, a część dzieci będzie się uczyć przez sieć. Koalicyjni ministrowie potwierdzili też anonimowo telewizji Keszet 12, że w rządzie jest duży opór przed całkowitym zamrażaniem gospodarki. – Biznesy upadają. Jak można rozsądnie rozważać kolejny lockdown? Musimy nauczyć ludzi, jak mają żyć z koronawirusem – mówił jeden z polityków. – Musimy wstrzymać się z kolejnym lockdownem tak długo, jak tylko możemy – dodawał szef innego resortu. 

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.