Wyborcy kandydatów, którzy nie weszli do II tury, rozstrzygną, komu przypadnie prezydentura. Teraz trwa bilans kampanii i analizowanie, jak się zachować przed 12 lipca.
Reklama
Na czterech kandydatów głównego nurtu spoza PiS i PO zagłosowało łącznie 25 proc. wyborców. O ile Szymon Hołownia i Krzysztof Bosak wzmocnili się politycznie, to PSL i Lewica liczą straty.
W perspektywie II tury bardzo ważne będzie zachowanie wyborców Hołowni. On sam po ogłoszeniu wyników sondażowych odżegnywał się od możliwości przekazania poparcia. Ale zasugerował, że ogłosi, na kogo sam odda głos. Wyraził też zaniepokojenie wynikiem uzyskanym przez „głównego kontrkandydata”. Wiele wskazuje więc, że wyśle do wyborców sygnał przychylności dla Rafała Trzaskowskiego. Zwłaszcza jeśli ten na ostatniej prostej poprze niektóre postulaty Hołowni.
Taki ruch jest logiczny ze względu na zbieżności programowe z Trzaskowskim oraz to, że oczekuje go wielu wyborców Hołowni. Zwycięstwo kandydata PO wiąże się też z szansą na przedterminowe wybory parlamentarne, a w konsekwencji – utrwalenie pozycji formacji Hołowni na scenie politycznej. On sam szykuje się do zdyskontowania wyniku. Zapewnia, że ani dżul społecznej energii nie przepadnie i mówi o gotowości, by stanąć na czele ruchu. Szef jego sztabu Jacek Cichocki mówi nam, że na rozmowę o technikaliach jest za wcześnie. – Na razie perspektywa kolejnych wyborów jest odległa – dodaje.
Konfederacja nie poprze żadnego z kandydatów startujących w II turze. Podkreślono to w oświadczeniu wydanym podczas wieczoru wyborczego. Według działaczy wynik Krzysztofa Bosaka pokazał, że na prawej stronie jest miejsce nawet przy dużej mobilizacji wyborców PiS. A ta wraz ze zużyciem się przy władzy będzie topnieć. Ta perspektywa ma umacniać sojusz narodowców z wolnościowcami. Stąd pomysł tworzenia Klubów Konfederacji, które, choć liderzy zaprzeczają, będą wypierać ugrupowania wchodzące w skład formacji.

Reklama
Silna pozycja Bosaka, który wyrasta na lidera, może rodzić problemy – pytanie, czy na tyle silne, by doszło do secesji. Różnica zdań ujawniła się podczas wieczoru wyborczego. Bosak dziękował za głosy seniorom i kobietom, a Janusz Korwin-Mikke dowodził, że liczy się tylko ogólna ich liczba. Kampania miała przynieść jak najwięcej wyborców ze wskazanych grup. Stąd wyciszenie Grzegorza Brauna i Korwin-Mikkego, przedstawienie kandydata w lifestyle’owym świetle czy łagodniejsza retoryka światopoglądowa. Możliwe, że partia będzie podążać w tym kierunku. – Z analiz wynika, że spór o LGBT interesował 50 proc. naszego elektoratu. Drugie 50 proc. nie zwracało na to uwagi – przyznaje poseł Konfederacji.
Z deklaracją poparcia dla kandydata w II turze nie spieszy się też prezes PSL Władysław Kosiniak-Kamysz. – Mamy dwa tygodnie. Będzie czas na analizę – podkreśla rzecznik ugrupowania Miłosz Motyka. Nie zanosi się jednak na zmianę na stanowisku prezesa. Ludowcy nieoficjalnie przyznają, że są rozczarowani wynikiem, jaki osiągnął, ale podkreślają, że odpowiedzialności za to bezpośrednio nie ponosi. Powodem miały być „zmanipulowane sondaże” i wejście do gry nowego kandydata PO. Jeden z działaczy przekonuje, że Kosiniak-Kamysz się sprawdził, bo jego ostateczny wynik i tak jest najlepszy od 20 lat.
Zgryz ma też Lewica. Po poniedziałkowej konferencji sztabu Roberta Biedronia posłanka Beata Maciejewska ogłosiła, że sama zagłosuje na Trzaskowskiego, ale kandydat Lewicy raczej nie opowie się jednoznacznie za nikim, nieco dyskretniej będą to za niego robić współpracownicy. Na Biedronia otwarta jest tymczasem PO. – Wyborcy Roberta zagłosują na Rafała. Deklaracja poparcia byłaby naturalna. Rafał jako prezydent Warszawy udowodnił, że dla niego równe szanse, prawa kobiet, klimat i agenda społeczna są bardzo ważne – mówi poseł PO Michał Szczerba.
Nie jest to oczywiste dla wszystkich. – To nie tak, że wyborcy Biedronia z automatu zagłosują na Trzaskowskiego. Ludzie, którzy są przywiązani do lewicowego socjalnie programu PiS, mogą poprzeć Dudę – twierdzi Tomasz Słomka, politolog z UW. Lewicę czekają rozliczenia po porażce, a Biedronia – walka o utrzymanie pozycji w Parlamencie Europejskim. Nie żyje on dobrze z trzema byłymi premierami z SLD, którzy zasiadają w PE.