Decyzja w sprawie ewentualnej nominacji Jerzego Kwiecińskiego na szefa MF zależy od oceny politycznych skutków tego ruchu dla PiS.
W momencie zamykania numeru nadal nie było wiadomo, czy resort finansów będzie miał nowego szefa. W zeszłym tygodniu o tym, że następcą Mariana Banasia może zostać Jerzy Kwieciński, poinformowała Wirtualna Polska. To możliwe, ale decyzji nie ma. Jak wynika z naszych informacji, do Pałacu Prezydenckiego nie trafiły na razie dokumenty do podpisu prezydenta. W PiS słychać, że sprawa nie jest przesądzona i rozważane są nadal trzy warianty. Pierwszy to obecny stan, czyli kierowanie resortem przez Mateusza Morawieckiego. Drugi nieco zbliżony to powierzenie przez premiera tego obowiązku Jerzemu Kwiecińskiemu, ale bez formalnej nominacji. Trzeci pomysł to oficjalna nominacja. Jak mówi nasz rozmówca z otoczenia premiera, decyzja będzie zależała od odbioru tego ruchu i jego politycznych skutków. Otoczenie Kwiecińskiego nie komentuje sytuacji, podkreślając, że decyzja należy do szefa rządu.
Reklama
Rozterki wynikają stąd, że Jerzy Kwieciński byłby piątym ministrem finansów w tym rządzie. W PiS są obawy, że oficjalna nominacja na miesiąc przed wyborami mogłaby trafić na celownik opozycji, która zarzucałaby PiS, że jeden z najważniejszych resortów traktuje niepoważnie. Dlatego w ogóle odpada przejście Kwiecińskiego z jednego resortu do drugiego, a gdyby decyzja była pozytywna – łączyłby on nadzór nad MF z szefowaniem obecnemu Ministerstwu Inwestycji i Rozwoju.

Reklama
W PiS Kwieciński ma dobre notowania i status eksperta. Gdyby połączył te dwie teki, wszedłby na drogę, którą do fotela premiera zmierzał Mateusz Morawiecki. Trudno oczekiwać, aby zaszedł tak daleko jak dzisiejszy szef rządu, ale jego pozycja polityczna i głos dla kierownictwa politycznego PiS znaczyłyby znacznie więcej. W ten sposób stałby się konkurencją w obszarze gospodarczym dla Morawieckiego, a jak pokazuje historia tej kadencji – premier tego nie lubi. Dlatego z fotelem ministra finansów pożegnał się Paweł Szałamacha, zmalała pozycja prezesa NBP Adama Glapińskiego, który przed Morawieckim był wyrocznią ekonomiczną dla Jarosława Kaczyńskiego. Także stanowisko szefowej resortu finansów dla Teresy Czerwińskiej nie rodziło konkurencji dla premiera, a ich relacje układały się dobrze, dopóki ta pierwsza nie zaczęła jeździć do centrali PiS na ul. Nowogrodzkiej i bez wiedzy szefa rządu opowiadać o różnym pomysłach i ich konsekwencjach. W sprawach gospodarczych Morawiecki nie toleruje więc gry na dwa głosy.