Reklama

Szydłowski był wcielonym do Wehrmachtu Polakiem pochodzącym ze Śląska. Według świadków, w lipcu 1944 roku stacjonował ze swoją jednostką w Kosinie k. Łańcuta. Stanął w obronie 13 Polaków, którzy mieli zostać rozstrzelani. Prawdopodobnie w wyniku sporu z innym żołnierzem, być może dowódcą, został zastrzelony.

"Nie chciał uczestniczyć w zbrodni wojennej i nie chciał do niej dopuścić" – powiedział podczas pogrzebu wiceprezes Instytutu Pamięci Narodowej Mateusz Szpytma.

Dodał, że "wszystko wskazuje na to, że został zabity za to, że przeszkadzał w działaniach, które Niemcy chcieli realizować".

Jak podkreślił Szpytma, Szydłowskiemu "kilkanaście osób z Kosiny i uchodźców z Kresów zawdzięcza życie". Przypomniał też postawę mieszkańców Kosiny, którzy po wojnie "próbowali poinformować rodzinę, w jakich okolicznościach zginął".

"Zachowanie Michała Szydłowskiego można określić jednoznacznie jako budzącą najwyższy szacunek postawę moralną. Mamy obowiązek o tym pamiętać" – mówił.

Jak mówił Szpytma, "można było prezentować postawy heroiczne, służąc nawet w niemieckiej armii. Można było stanąć w obronie dobra, choć to kosztowało. W tym wypadku Michała Szydłowskiego kosztowało to życie" – podkreślił.

Szpytma zadeklarował – jeśli taka będzie wola miejscowej społeczności – wzniesienie przez IPN pomnika na grobie Szydłowskiego. "Znajdzie się na nim z pewnością również napis: Cześć jego pamięci" – powiedział.

Prace poszukiwawcze szczątków Michała Szydłowskiego prowadzone przez Biuro Upamiętniania Walk i Męczeństwa Instytutu Pamięci Narodowej oddział w Rzeszowie poprzedzone były szeroką kwerendą archiwalną. Ponadto informacje na temat Michała Szydłowskiego pochodziły z relacji naocznych świadków.

W pogrzebie Szydłowskie uczestniczyło ponad 100 osób. Byli mieszkańcy Kosiny, wójt gminy Łańcut oraz starosta powiatu łańcuckiego.(PAP)

Autor: Alfred Kyc