Do Irlandii Północnej powraca terror

Irlandia Północna
Irlandia PółnocnaShutterStock
22 maja 2019

Brexit, czy to twardy, czy miękki, może położyć kres trwającemu od 20 lat pokojowi na należącej do Wielkiej Brytanii części wyspy.

Belfast: miasto w osobliwy sposób dumne z tego, że w suchym doku jego stoczni powstał Titanic. Do dziś atrybutem stolicy Irlandii Północnej, kolokwialnie, chociaż nieprecyzyjnie zwanej Ulsterem (faktycznie Ulster to jedna z czterech prowincji Irlandii – red.), są dwa wielkie, należące do Harland and Wolff żurawie, zwane Samson i Goliat. Teraz miasto uchodzi za jedno z najbezpieczniejszych miejsc w Europie, ale jeszcze 20 lat temu były tam „no-go zones”, strefy, do których lepiej nie wchodzić. W 1968 r., kiedy lokalne władze poprosiły Londyn o wysłanie wojsk do dodatkowej ochrony, wybuchł tu konflikt o podłożu etniczno-religijnym, który trwał 30 lat. Po angielsku nazywa się „The Troubles”, czyli kłopoty. Niektórzy nazywają go pełzającą wojną domową, inni – działalnością terrorystyczną skrajnych grup, to zależy od poglądów politycznych. Przeciwko sobie stali probrytyjscy protestanci i katoliccy irlandzcy nacjonaliści, ale też obie strony trapiły walki frakcyjne między ugodowcami a radykałami. W zamachach, skrytobójstwach i otwartych potyczkach zginęło przez 30 lat w sumie 3,5 tys. osób.

Kruchy pokój panuje od Wielkiego Piątku 1998 r., kiedy rządy z Dublina i Londynu podpisały porozumienie pokojowe, kontrasygnowane przez główne siły polityczne Irlandii Północnej. Ale to nie znaczy, że problem oraz pamięć o przeszłości zniknęły. Płytko pod skórą pulsuje też potencjalna erupcja terroryzmu.

– Dublin poszedł wtedy na ustępstwa i zgodził się na wykreślenie z konstytucji przepisu, że Ulster ma stać się częścią macierzy. W zamian zlikwidowano koszmarną, rządzącą się uprzedzeniami królewską policję i zastąpiono ją Służbą Policyjną Irlandii Północnej – mówi DGP Daniel Baker, radny Belfastu z Sinn Fein, nacjonalistycznej partii, wywodzącej się z Prowizorycznej IRA. Dodaje, że wprowadzono wówczas coś na kształt parytetu i w zastępach nowej służby znalazło się proporcjonalnie tyle samo katolików, ile protestantów. To pomogło w miarę szybko wkroczyć na ścieżkę pokoju i zmieniło Belfast w oazę bezpieczeństwa.

Do referendum brexitowego wszystko wskazywało na to, że konflikt dobiegł końca. Aktywność nielicznych ultraskich odłamów Irlandzkiej Armii Republikańskiej spadła prawie do zera. Mniej więcej w tym samym czasie dokonała się pokoleniowa wymiana elit politycznych. Granica między Irlandiami stała się niewidoczna.

Do czasu. 19 stycznia 2019 r. w położonym na północy Derry przed budynkiem sądu wybuchł samochód pułapka. Nikt w eksplozji nie zginął. Do zamachu przyznała się samozwańcza Nowa IRA. W wysłanym do mediów komunikacie napisano, że grupa ostrzega wszystkich, którzy będą współpracować z Londynem oraz przyczynią się do zwiększenia obecności brytyjskich wojsk w Irlandii Północnej, że spotka ich za to kara. – Brexit spowodował coś, co było nie do przewidzenia. Współczesnym, dopiero co ujawnionym bojownikom IRA, nie chodzi o to, czy zostać w Unii czy nie, tylko że wobec potencjalnego wycofania się Londynu ze Wspólnoty w jakimś stopniu odżyje granica, przyjadą brytyjscy żołnierze, których nacjonaliści nie chcą, i zacznie się jatka – mówi DGP Shane Brighton z Queen’s University of Belfast, specjalista od terroryzmu i wykładowca kursów Conflict Studies.

23 kwietnia Nowa IRA zabiła człowieka. Ofiarą była 29-letnia dziennikarka Lyra McKee, która obserwowała demonstracje w Derry. Jest w tym historyczna ironia. Nowa IRA rekrutuje się z ludzi urodzonych w okolicach podpisania porozumień wielkopiątkowych, którzy siłą rzeczy nie mają nic wspólnego ze starymi bojówkami. – To naśladowcy, podrabiacze, coś, co pop kultura nazywa „copycat”. Prawdziwi weterani IRA i lojalistycznych grup odkąd przestali się zajmować terroryzmem przerzucili się na handel narkotykami, biznes o wiele bardziej opłacalny – dodaje Brighton.

Brexit może zaszkodzić służbom, które monitorują i jedno, i drugie. – Na wypadnięciu z Unii stracimy więcej, niż komukolwiek się wydaje. I to o tej potencjalnej stracie mało kto mówi. Brytyjskie służby utracą wiele narzędzi, które były niezbędne w zapewnieniu bezpieczeństwa. Mówię chociażby o Europejskim Nakazie Aresztowania czy dostępie do bazy danych Europolu. A są z pewnością na świecie siły, którym na eskalacji zagrożeniem terrorystycznym i dalszej destabilizacji Wielkiej Brytanii zależy – mówi DGP jeden z byłych komendantów lokalnej policji. Gdy wspomniał „pewne siły”, wymownym wzrokiem wskazał Rosję na wiszącej na ścianie mapie Europy. 

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.