Charakterystyczna postać polskiego zdecydowanego prawicowca nie jest najprzyjemniejszym widokiem na świecie: ma kręgosłup z betonu i podobną lekkość argumentacji. Piotr Semka jest inny – i pewno dlatego przeciwnicy rodzimej prawicy szczególnie nienawistnie patrzą na tego człowieka z żelaza, który konsekwentnie broni określonego zestawu wartości i zarazem zachowuje elastyczność umysłu, ba, okazjonalnie nawet finezję (finezję, dodajmy, niedocenianą przez ogół prawicowych czytelników).
To chwalenie przyszło mi do głowy nie bez powodu – zawitałem na promocję książki wywiadu Jana Hlebowicza z Semką, a wiadomo, wypada wówczas książkę kupić. Czyta się ją bardzo dobrze. Semka jest produktem lat 80. Już tłumaczę: ówcześnie Semkowie wyrastali w walce nie tylko politycznej z wrogiem, nie tylko narodowej z półokupantem, oni uczestniczyli w ruchu społecznym, który patrzył w niebo. Zwykle religijni, ale niezbyt kościelni (jak Bill Clinton, który palił zioło, ale się nie zaciągał), zaangażowani po uszy w solidarnościowe podziemie, a zarazem, przekonani, że Solidarność ma anielskie skrzydła, jaśnieli pewnością, że MY pewnych rzeczy nie robimy. Szmaty z komunistycznych mediów, esbecy, mali duchem nauczyciele donosiciele robią, owszem, ale MY, nie, nigdy.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.