Raport o polskich stratach wojennych nie doprowadzi do zmiany stanowiska Berlina w sprawie odszkodowań. Ale można się starać o niemieckie pieniądze w inny sposób.
W sprawie ewentualnych odszkodowań za straty wojenne Niemcy prezentują niezmiennie twarde stanowisko. Temat kładzie się cieniem na naszych wzajemnych stosunkach od 2017 r., kiedy o reparacje wojenne upomniał się prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński. Rząd RP oficjalnie jednak nie zwrócił się o wypłacenie pieniędzy.
Strona niemiecka podtrzymuje, że w kontekście prawnym jest to temat zamknięty. Nie oznacza to, że władze w Berlinie bezpowrotnie zamknęły temat rozliczania się, także finansowego, z własną historią. Z okazji 75-lecia zakończenia oblężenia Leningradu przez żołnierzy Wehrmachtu RFN postanowiła przekazać Rosji 12 mln euro. Pieniądze zostaną przeznaczone na projekty związane pośrednio z konsekwencjami oblężenia.
Reklama
Część środków zostanie wykorzystanych na modernizację szpitala w Petersburgu, w którym leczą się weterani wojenni. Ponadto strony ustaliły, że w rosyjskim mieście powstanie centrum spotkań, którego działania będą dotyczyły m.in. tematyki historycznej. – To symbol, że jesteśmy świadomi naszej odpowiedzialności, ale i sygnał, że coś takiego nigdy nie powinno się powtórzyć – mówił niemiecki szef dyplomacji Heiko Maas 27 stycznia podczas wizyty w Moskwie.
Czy na taki „symbol odpowiedzialności” rząd Angeli Merkel pozwoli sobie w relacjach z Polską? Prawo i Sprawiedliwość przygotowuje się do kolejnej odsłony sporu. Parlamentarny zespół ds. oszacowania wysokości odszkodowań należnych Polsce od Niemiec za szkody wyrządzone w trakcie II wojny światowej, prowadzony przez posła PiS Arkadiusza Mularczyka, zapowiada, że raport końcowy zostanie opublikowany w ciągu najbliższych trzech miesięcy.

Reklama
Mularczyk, informując w ubiegłym tygodniu na falach Programu 1 Polskiego Radia o rychłej publikacji dokumentu, przekonywał, że Niemcy „wybielają swoją rolę podczas II wojny światowej”. – Po 1989 r. w pewnym sensie nastąpiła kolonizacja Polski przez zachodniego sąsiada, który finansował kształcenie elit, prawników, historyków i polityków – tłumaczył, dlaczego jego zdaniem takie szczegółowe szacowanie strat nie powstało w poprzednich kadencjach. W 2018 r. podczas posiedzenia zespołu Mularczyka padła nawet astronomiczna kwota niemal 3 bln zł, których Polska może domagać się od zachodniego sąsiada.
Profesor Dieter Bingen, dyrektor Niemieckiego Instytutu Spraw Polskich w Darmstadt, zwraca uwagę, że starania polskiego rządu o uzyskanie reparacji i przekazanie niemieckich środków na projekty w Rosji to dwie różne rzeczy. – Pieniądze w Petersburgu posłużą pomocy konkretnym ofiarom. Ten gest podkreśla także naszą odpowiedzialność za zbrodnie popełnione w czasie II wojny światowej – mówi w rozmowie z DGP. W sprawie polskich roszczeń Bingen podziela zdanie, że brakuje ku temu podstaw prawnych. – Istnieją natomiast argumenty moralne – przyznaje.
W jego opinii Niemcy i Polacy powinni porozmawiać na temat konkretnych projektów możliwych do wsparcia. Profesor Bingen zwraca uwagę, że Niemcom brakuje wiedzy i zainteresowania polskimi doświadczeniami wojennymi. Takie rozmowy mogłyby pomóc zmienić ten stan rzeczy. Jest jednak sceptyczny co do powodzenia prac zespołu posła Mularczyka. – Biorąc pod uwagę antyniemiecką retorykę i szokujące kwoty, trudno się spodziewać pozytywnej reakcji zza zachodniej granicy – ocenia.
Również prof. Stanisław Żerko z Instytutu Zachodniego w Poznaniu wyraża wątpliwości, czy rząd RFN zmieni stanowisko w sprawie reparacji po publikacji raportu. – Niemcy są w tej kwestii pewni siebie i konsekwentni od dziesięcioleci. Wiedzą, że Polska z ewentualnymi roszczeniami nie ma się dokąd udać – twierdzi naukowiec z IZ. – Droga prawna jest zamknięta i nasz rząd doskonale zdaje sobie z tego sprawę – dodaje.
Według naszego rozmówcy Polska powinna więc zrezygnować z hasła reparacji i zwrócić się o finansowanie konkretnych projektów, tak jak to zrobili petersburżanie. Zdaniem Żerki to jedyne realne rozwiązanie. – Obecne twarde stanowisko Niemiec kłóci się z zapewnieniami o woli pojednania z narodem polskim. Berlin na każdym kroku zapewnia o woli uporania się z brunatną przeszłością, a jednocześnie uważa, że w zakresie odszkodowań wszystko jest w porządku. To zwykła hipokryzja – podsumowuje.