Wywiad premiera Glińskiego dla Magdaleny Rigamonti, publikacja negocjacji byłego już szefa KNF z biznesmenem oraz ujawnienie historii muzyka (uff, cudzoziemskiego), który wymyślił własne dokonania, zbiegły się w czasie przypadkowo.
Skłaniają jednak do pewnej wspólnej refleksji. Zacznijmy od zapewne najmniej znanej „afery muzyka”. Jej bohater postarał się i stworzył wspaniały fanpage, ożywione dyskusje nt. koncertów i płyt jego zespołu, opinie wytwórni płyt, zajmującej się promocją licznych młodych, interesujących zespołów etc. etc. Otóż płyt nie było, koncertów nie było, fani byli wirtualni; nawet zespół nie istniał. Cała ta praca wykonana została po to, aby bohater tej łotrzykowskiej powieści czasów internetu przekonał do siebie właścicieli klubów muzycznych. I udało się, po wielu trudach jacyś menedżerowie dali się nabrać i kandydat na gwiazdę zatrudnił perkusistę i basistę – i ruszył w trasę. Menedżerowie dali się podpuścić, ponieważ nikt za nich nie sprawdził wiarygodności tego, kto sprawnie plótł.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.